sobota, 5 lipca 2014

♥ Rozdział 14 ♥

  - Nienawidzę życia. - Warknęła Shinka, z impetem kopiąc drzewo, które runęło na drogę w parku. Rikka pisnęła, już mając wskoczyć na Yuutę, jednak zrezygnowała, jedynie prychając na jego widok. Była obrażona do granic możliwości, chociaż tłumaczył jej już sto dwadzieścia siedem razy, że Shichimya, którą spotkali bite dwa tygodnie temu jest jego BYŁĄ dziewczyną. Ta jednak dalej pozostawała podejrzliwa.
  - Oj, nie przesadzaj... nawet dobrze się stało, że nie zostałaś przewodniczącą rady szkolnej. Musiałabyś zostawać po lekcjach, nasze treningi by się skróciły... a do tego miałabyś nawał obowiązków, nie dałabyś rady podzielić tego razem z naszą mini pracą. - Westchnęła różowo~oka, klepiąc złotooką po plecach.
  - Mhm. Kumin ma rację. Nie przejmuj się. - Piętnastolatka delikatnie się uśmiechnęła.
  - Co nie zmienia faktu, że to dewastacja, mała. - Mruknęła Sensei Nibutani, gestem głowy wskazując na leżące drzewo. Brunetka uśmiechnęła się przepraszająco, siadając na ławce niedaleko.
  - Mimo to nienawidzę przegrywać. Chociaż może macie rację. Najgłupsze jest to, że wygłosili wyniki zaraz przed wakacjami. Nie to, żebym nie cieszyła się z dwutygodniowej przerwy od szkoły... koniec końców: pamiętajcie że jutro wyjeżdżamy. - Westchnęła, przymykając oczy.
  - Wiesz, Shinka... radzę ci tam nie siadać... - Zaczął Yuuta, jednak nim zdążył uprzedzić swoją przyjaciółkę, ze spryskiwaczy na trawniku poleciała woda, tym samym sprawiając, iż złotooka przemokła do suchej nitki. Jak poparzona podskoczyła, od razu uciekając z tamtego miejsca. Przystanęła przy wszystkich trzęsąc się jak osika.
  - To może na dzisiaj zakończymy już trening... możecie iść do domów. Wszyscy nie licząc Kumin. Ponieważ Nibutani dzisiaj nie da rady się nadzorować twoje specjalne zajęcia poprowadzę ja. - Dwudziestosiedmioletnia kobieta uśmiechnęła się do zrezygnowanej licealistki.
  - Jakoś tak jej współczuję... - Mruknęła Rikka, drapiąc się po głowie.
  - Hm? Też chcecie się przyłączyć? - Na twarz Sensei wpłynął gadzi uśmiech.
  - Uciekajcie! Ratujcie się! - Wrzasnęła przerażona szatynka, poganiając resztę, która zniknęła w trymigach.
  - Chodź, Shinka~Senpai... pójdziemy do ciebie i pomogę ci się przebrać... jeszcze się przeziębisz... - Zaświergotała Dekomori, wieszając się brunetce na ramieniu.
  - "Senpai"? - Zapytała z rozbawieniem, unosząc brwi, a ta spłonęła w rumieńcach.
  - Eee... znaczy się... t~tak... t~to m~miało brzmieć... u~uroczo... - Wyjaśniła speszona, skręcając wraz z dziewczyną. Do uszu Rikki oraz Yuuty dotarł jeszcze śmiech Shinki i pojękiwanie Dekmori brzmiące: "P~proszę, przestań się śmiać!".
  - Dalej jesteś zła...? - Spytał niepewnie brunet, a ta całkowicie go zignorowała. - Czyli tak... no przecież ci już mówiłem, że między nami wszystko skończone...!
  - Nie o to chodzi. - Mruknęła cicho, a ten spojrzał na nią zaskoczony.
  - Jak nie o to, to o co? - Zadał kolejne pytanie, delikatnie się schylając tak, by jego twarz mogła być na równi z jej.
  - Dlaczego mi o niej nie powiedziałeś? Dlaczego nie mówiłeś mi NIC o twojej poprzedniej drużynie? Dlaczego odszedłeś? Czemu ukrywałeś przede mną fakt, że kogoś miałeś? Jak poważny był wasz związek? Jak się zakończył...? Te pytania krążą mi po głowie. To nie tylko czysta zazdrość, choć w większości. Jestem po prostu zawiedziona, że mi nie ufasz. - Odparła z kamiennym wyrazem twarzy.
  - Ufam! - Zaprzeczył od razu, łapiąc się za miejsce na klatce piersiowej, gdzie znajdywało się serce.
  - W takim razie opowiedz mi co się stało. -  Powiedziała pewnym siebie tonem, a ten się wyprostował, patrząc w przestrzeń. Nic jednak nie mówił, więc Rikka pokiwała bezradnie głową. - Sam widzisz.
  - Jeszcze nie teraz. Nie chodzi o zaufanie... po prostu nie jestem gotowy... - Szepnął, tym samym sprawiając, że granatowowłosa wreszcie zaszczyciła go widokiem. Wyglądał strasznie. Jakby był na wyczerpaniu. Westchnęła z delikatnym uśmiechem, chwytając do za drżącą rękę.
  - Od zawsze byłam cierpliwą osobą. - Na te słowa chłopak zaśmiał się cicho, przyciągając do siebie niebieskooką. Delikatnie uniósł jej podbródek, następnie składając na ustach dziewczyny pocałunek.
  - Yuuta. Pierścień... - Szepnęła, biorąc do swojej drobnej dłoni rękę chłopaka. Pierścień zaczął się jarzyć czerwienią zupełnie jak spinka Shinki w przypadku ataku demona. Było to pewnego rodzaju medalion. Oprócz tego oko Rikki zaczynało zawsze wtedy piec przez moc otchłani.
  - Gdzie? - Spytał, słysząc ryk. Najzabawniejsze, iż ludzie zazwyczaj nie słyszeli, ani nie widzieli demonów, a mimo wszystko grupki łowców byli zmuszeni tworzyć bariery.
  - Park. - Zaraz po wypowiedzeniu tego słowa oboje rzucili się z powrotem w tamtą stronę.
  - To chore. Demony zazwyczaj trzymają się na poboczu, z dala od ludzi. Lasy, wysypiska śmieci, tereny niezamieszkalne, stare fabryki... - Zaczął, jednak przerwał będąc już na miejscu. Oboje zaczęli wpatrywać się przed siebie, stojąc z rozdziabionymi ustami.
  - Już jesteśmy! - Rozległ się krzyk Dekomori, która również zamarła, w przeciwieństwie do Nibutani, która uśmiechnęła się zwycięsko. A dlaczegóż? Otóż: przed nimi w białej sukience, sandałkach oraz złotej przepasce. Oprócz tego wokół pasa przewiązaną miała czerwoną wstążkę. Wyglądała niesamowicie dostojnie. Nim ktokolwiek zdążył się odezwać, z jej łopatek wyrosły białe skrzydła, z których posypały się nieliczne pióra. Gdy otworzyła oczy, do reszty dopiero dotarło, że całokształt ich przyjaciółki przypomina anioła. Szatynka uniosła jedną rękę, roztaczając tym samym barierę, dzięki której wszyscy przenieśli się na arenę przypominającą amfiteatr w starożytnej Grecji. W dłoni różowo~okiej pojawiła się kilkumetrowa harfa z mini skrzydełkami, którą zaatakowała porośniętą futrem ogromną bestię...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz