niedziela, 14 września 2014

♥ Rozdział 15 ♥

  - Ale ta sztuczka Kumin jednak jest świetna. - Przyznał z uznaniem Yuuta, przytakując głową na własne słowa. Oczywiście jego słowa również potwierdziły Rikka oraz Dekomori z iskierkami w oczach.
  - Całą noc nie spałam myśląc o tym. - Granatowowłosa mimowolnie się uśmiechnęła.
  - Hehe, ma się ten talent. - Z uśmiechem odparła Shinka, dumnie wypinając biust.
  - Prawda. Kumin, jesteś niesamowita. - I tutaj mina złotookiej jej zrzedła, mordując wzrokiem bruneta. W końcu przecież to ona ustawiała treningi Kurusu! To ona poświęcała czas, to ona studiowała książki o Klasie Specjalnej... a tutaj proszę, nikt nie powie jej nawet zwykłego "dziękuje" lub "Wow, Shinka, dobra robota!"...?
  - Świetnie się spisałaś szkoląc ją. Cieszę się, że to ty jesteś naszą Liderką. - Szepnęła Dekomori, ściskając dłoń swojej przyjaciółki. Brązowowłosa poczuła się głupio że potrzebowała pochwały, jednak mimo to odwzajemniła uśmiech o dwa lata młodszej dziewczyny.
  - Tak w ogóle daleko jeszcze? - Ich rozmowę przerwał jęk czarnowłosej dziewczyny, wychylającej się zza siedzenia przed nimi. Podróż pociągiem dłużyła jej się niemiłosiernie, gdyż zazwyczaj nie jeździła żadnym transportem. Parę skoków i już była na miejscu, a tak musi się gnieść na twardym fotelu.
  - Oj, Chi~chan, nie przesadzaj, nie jedziemy tak długo. Jeszcze jakieś pół godziny. - Stwierdziła Kumin z rozbawieniem, wyjmując z plecaczka pudełeczko. Po otworzeniu go od razu rozniósł się zapach cynamonu. Ciemnowłosa poczęstowała każdego ciastkami, sama żadnego nie ruszając. - I nie bądź taka zgryźliwa.
  - Ale oni widzieli to jak zmieniałaś się w ANIOŁA. A ja nie. - Naburmuszyła się, opierając podbródek o oparcie od siedzenia.
  - Będziesz miała jeszcze wiele okazji. - Stwierdził Yuuta, uśmiechając się pociesznie.
  - Nie zmieniałam się w anioła... po prostu wyrosły mi skrzydła... - Westchnęłam ciężko.
  - I miałaś czadowy strój, przez który wyglądałaś jak bogini. - Stwierdziła Rikka.
  - Mhm. Nam też będziemy musieli poszukać nowych strojów... nie możemy walczyć w mundurkach, bo mogą się zniszczyć. A dzięki magii ubrania możemy zmienić w niecałą sekundę przywołując je zupełnie jak bronie... - Stwierdziła Shinka.
  - Będą zakupy! - Pisnęła Deko, aż podrywając się z fotela, co było niemałym błędem, gdyś pociąg wjechał w zakręt powodując, że blondynka upadła wprost na złotooką. Lub może raczej na jej biust. Stała się cała czerwona, a serce zaczęło tak łomotać, że ten kto by tego nie usłyszał będąc w tamtym pojeździe musiałby być wyjątkowo głuchy. Brunetka zamrugała speszona, po czym uśmiechnęła się z lekkim politowaniem.
  - Uważaj, bo możesz sobie coś zrobić. - Mruknęła, klepiąc dziewczynę po głowie, gdy ta usiadła na swoim miejscu.
  - Ne, Haruś zasnął? - Spytała Kumin, marszcząc delikatnie brwi. Siostra szatyna zerknęła w bok, a widząc słodko chrapiącego chłopaka powoli przytaknęła głową.
  - Może by go tak ozdobić? - Shinka wyciągnęła mazak z torby z perfidnym uśmiechem.
***
  - Wohaa~! Dekuś, jaki wielki i cudowny dom! Willa! Pałac! Jakie to piękne! Też taki chcę! Zamieszkam tu! O rajciu, rajciu~! - Podekscytowana Rikka zaczęła machać rękami na wszystkie strony świata, podczas gdy w okół niej ujrzeć można było aurę serduszek, gwiazdek i kwiatków.
  - Aj tam... przesadzasz... - Mimo wszystko dało się zauważyć, że blondynka była zachwycona komplementami.
  - Zastanawia mnie tylko jedna kwestia. Shinka też jest z bogatego domu, nie? Więc dlaczego zamiast do niej pojechaliśmy do willi letniskowej Dekomori? - Spytał Yuuta, drapiąc się po głowie.
  - Może i jestem z dobrego domu, jednak rodzice Dekomori zarabiają więcej niż moi... no i my mamy dom letniskowy w górach, a raczej w upał byście po nich nie chodzili. - Stwierdziła, ruszając szybkim krokiem w stronę ogromnego budynku z widokiem na morze. - Co nie znaczy, że się tam kiedyś nie wybierzemy... oczywiście na trening. - Dodała odwrócona do nich plecami, by następnie roześmiać się jak czarny charakter w jednym z filmów o psychopatach. Wszyscy wyprostowali się niczym kłody, gdy nieprzyjemne dreszcze przebiegły im po plecach.
  - Tego można było się spodziewać po Nibutani... - Zaśmiała się nerwowo Rikka, idąc za swoim chłopakiem, który niósł jej bagaże.
  - Za to ja nie spodziewałem się, że jest ona taka dziecinna. - Burknął Haru ślamazarnym krokiem idąc za nimi. Twarz miał w najróżniejszych wzorkach ~ od kółek, po zakrętasy, aż do... kaczki na środku czoła.
  - Oj, nie przesadzaj. Ciesz się, że to nie był marker permanentny. - Kumin poklepała go pocieszająco po plecach, gdy nagle Shinka wychyliła się zza drzwi z niezwykle uroczym uśmiechem.
  - A właśnie, że był. - Po czym zniknęła w głębi, a Oreki... całkowicie się załamał, upadając na kolana. Dziewczyna oczywiście żartowała... ba! Miała zamiar potem pomóc mu to wszystko zmyć.
  - Najważniejsze, że mamy dzisiaj wolne... to co? Imprezka~! - Zawołał zadowolony Yuuta, wyrzucając ręce w górę. "Oj, to się chłopaczyna zdziwi" ~ przeleciało przez myśl Liderce, która gadzio się uśmiechnęła.
***
  - Raz, dwa! Raz, dwa! - Krzyk Shinki wcale nie pomagał Kumin w nie wypadaniu z rytmu biegu. Ba! Gubiła się jeszcze bardziej przez to, że skupiała się bardziej na nim.
  - Nie zazdroszczę wam. Są wakacje, a wy i tak musicie ćwiczyć zaraz po przyjeździe na miejsce. Do tego na piasku. Trudno wam się biega, no nie? - Spytała Chitanda, spoglądając na nich z nad książki, przy czym zarzucając włosami oraz poprawiając kapelusz.
  - Czy ja wem? Taki trening mógłby... być... interesujący... - Stwierdził Haruka, bacznie przyglądając się Kurusu w białym podkoszulku oraz krótkich spodenkach. Irytacja młodej Oreki wzrosła powodując, że ta bez zastanowienia uderzyła swojego brata książką po głowie. Ten syknął, posyłając jej pytające spojrzenie zmieszane z dużą dawką wyrzutu. Ta tylko prychnęła, odwracając wzrok w stronę morza.
  - Yuuuuuuutaaaaaaa! - I nagle z krzaków niedaleko letniej willi Dekomori wyskoczyła różowo włosa Schihimya, rzucając się brunetowi na szyję. Wszyscy wydali z siebie zszokowany i lekko zduszony jęk "Że hę?!", patrząc z niemałym zaskoczeniem na dziewczynę. Dodatkowo Tsukume się zarumienił, starając się odczepić od siebie byłą dziewczynę.
  - A ty żeś skąd się tu wzięła?! Śledzisz nasz?! Stalkerzyzm?! Nie podchodź do mojego chłopaka, jesteś chora! - Zaczęła piszczeć Rikka, wymachując z przerażeniem rękoma.
  - Razem z moją drużyną przyjechaliśmy tu na trening. Niedaleko się zatrzymaliśmy. Biegaliśmy właśnie, gdy usłyszałam krzyki Shinci. Poleciałam zobaczyć o co chodzi. - Wyszczerzyła się niewinnie.
  - Yo! - Zza krzaków wyszła kolejna dwójka.
  - Nanuś? Jackuś? A wy co tu... - Spytała zaskoczona Sona, mrugając niebieskimi oczyma.
 - Miuna powiedziała, że jeśli nie wrócisz za dwie minuty to już po tobie. - Odparła różowooka, poprawiając krótkie, brązowe włosy przed ramię. W tym momencie niechętnie odkleiła się od swojego byłego towarzysza, podchodząc do nich.
  - Wiecie co? W sumie... idźcie po resztę i za dwie godziny widzę was tutaj. - Mruknęła Nibutani, podchodząc do dwójki. Ci spojrzeli na nią zaskoczeni nie rozumiejąc o co jej chodzi.  
 - Zrobimy sobie małe piżama party. W końcu warto by zapoznać moją obecną ekipę z byłą. Z tego co wiem wy również zaczniecie pracować na terenie Tokio, no nie? Więc jesteśmy pewnego rodzaju sąsiadami.
  - Yaaay~! Imprezka z Yuutą oraz Shincią jak za starych, dobrych czasów~! - Pisnęła różowo włosa z uradowaniem, klepiąc brunetkę po ramieniu. "A więc rozpoczyna się piekło" ~ Przeleciało przez myśl Rice, która ze skrzyżowanymi rękoma pod klatką piersiową przyglądała się swojemu zmieszanemu chłopakowi.

sobota, 5 lipca 2014

♥ Rozdział 14 ♥

  - Nienawidzę życia. - Warknęła Shinka, z impetem kopiąc drzewo, które runęło na drogę w parku. Rikka pisnęła, już mając wskoczyć na Yuutę, jednak zrezygnowała, jedynie prychając na jego widok. Była obrażona do granic możliwości, chociaż tłumaczył jej już sto dwadzieścia siedem razy, że Shichimya, którą spotkali bite dwa tygodnie temu jest jego BYŁĄ dziewczyną. Ta jednak dalej pozostawała podejrzliwa.
  - Oj, nie przesadzaj... nawet dobrze się stało, że nie zostałaś przewodniczącą rady szkolnej. Musiałabyś zostawać po lekcjach, nasze treningi by się skróciły... a do tego miałabyś nawał obowiązków, nie dałabyś rady podzielić tego razem z naszą mini pracą. - Westchnęła różowo~oka, klepiąc złotooką po plecach.
  - Mhm. Kumin ma rację. Nie przejmuj się. - Piętnastolatka delikatnie się uśmiechnęła.
  - Co nie zmienia faktu, że to dewastacja, mała. - Mruknęła Sensei Nibutani, gestem głowy wskazując na leżące drzewo. Brunetka uśmiechnęła się przepraszająco, siadając na ławce niedaleko.
  - Mimo to nienawidzę przegrywać. Chociaż może macie rację. Najgłupsze jest to, że wygłosili wyniki zaraz przed wakacjami. Nie to, żebym nie cieszyła się z dwutygodniowej przerwy od szkoły... koniec końców: pamiętajcie że jutro wyjeżdżamy. - Westchnęła, przymykając oczy.
  - Wiesz, Shinka... radzę ci tam nie siadać... - Zaczął Yuuta, jednak nim zdążył uprzedzić swoją przyjaciółkę, ze spryskiwaczy na trawniku poleciała woda, tym samym sprawiając, iż złotooka przemokła do suchej nitki. Jak poparzona podskoczyła, od razu uciekając z tamtego miejsca. Przystanęła przy wszystkich trzęsąc się jak osika.
  - To może na dzisiaj zakończymy już trening... możecie iść do domów. Wszyscy nie licząc Kumin. Ponieważ Nibutani dzisiaj nie da rady się nadzorować twoje specjalne zajęcia poprowadzę ja. - Dwudziestosiedmioletnia kobieta uśmiechnęła się do zrezygnowanej licealistki.
  - Jakoś tak jej współczuję... - Mruknęła Rikka, drapiąc się po głowie.
  - Hm? Też chcecie się przyłączyć? - Na twarz Sensei wpłynął gadzi uśmiech.
  - Uciekajcie! Ratujcie się! - Wrzasnęła przerażona szatynka, poganiając resztę, która zniknęła w trymigach.
  - Chodź, Shinka~Senpai... pójdziemy do ciebie i pomogę ci się przebrać... jeszcze się przeziębisz... - Zaświergotała Dekomori, wieszając się brunetce na ramieniu.
  - "Senpai"? - Zapytała z rozbawieniem, unosząc brwi, a ta spłonęła w rumieńcach.
  - Eee... znaczy się... t~tak... t~to m~miało brzmieć... u~uroczo... - Wyjaśniła speszona, skręcając wraz z dziewczyną. Do uszu Rikki oraz Yuuty dotarł jeszcze śmiech Shinki i pojękiwanie Dekmori brzmiące: "P~proszę, przestań się śmiać!".
  - Dalej jesteś zła...? - Spytał niepewnie brunet, a ta całkowicie go zignorowała. - Czyli tak... no przecież ci już mówiłem, że między nami wszystko skończone...!
  - Nie o to chodzi. - Mruknęła cicho, a ten spojrzał na nią zaskoczony.
  - Jak nie o to, to o co? - Zadał kolejne pytanie, delikatnie się schylając tak, by jego twarz mogła być na równi z jej.
  - Dlaczego mi o niej nie powiedziałeś? Dlaczego nie mówiłeś mi NIC o twojej poprzedniej drużynie? Dlaczego odszedłeś? Czemu ukrywałeś przede mną fakt, że kogoś miałeś? Jak poważny był wasz związek? Jak się zakończył...? Te pytania krążą mi po głowie. To nie tylko czysta zazdrość, choć w większości. Jestem po prostu zawiedziona, że mi nie ufasz. - Odparła z kamiennym wyrazem twarzy.
  - Ufam! - Zaprzeczył od razu, łapiąc się za miejsce na klatce piersiowej, gdzie znajdywało się serce.
  - W takim razie opowiedz mi co się stało. -  Powiedziała pewnym siebie tonem, a ten się wyprostował, patrząc w przestrzeń. Nic jednak nie mówił, więc Rikka pokiwała bezradnie głową. - Sam widzisz.
  - Jeszcze nie teraz. Nie chodzi o zaufanie... po prostu nie jestem gotowy... - Szepnął, tym samym sprawiając, że granatowowłosa wreszcie zaszczyciła go widokiem. Wyglądał strasznie. Jakby był na wyczerpaniu. Westchnęła z delikatnym uśmiechem, chwytając do za drżącą rękę.
  - Od zawsze byłam cierpliwą osobą. - Na te słowa chłopak zaśmiał się cicho, przyciągając do siebie niebieskooką. Delikatnie uniósł jej podbródek, następnie składając na ustach dziewczyny pocałunek.
  - Yuuta. Pierścień... - Szepnęła, biorąc do swojej drobnej dłoni rękę chłopaka. Pierścień zaczął się jarzyć czerwienią zupełnie jak spinka Shinki w przypadku ataku demona. Było to pewnego rodzaju medalion. Oprócz tego oko Rikki zaczynało zawsze wtedy piec przez moc otchłani.
  - Gdzie? - Spytał, słysząc ryk. Najzabawniejsze, iż ludzie zazwyczaj nie słyszeli, ani nie widzieli demonów, a mimo wszystko grupki łowców byli zmuszeni tworzyć bariery.
  - Park. - Zaraz po wypowiedzeniu tego słowa oboje rzucili się z powrotem w tamtą stronę.
  - To chore. Demony zazwyczaj trzymają się na poboczu, z dala od ludzi. Lasy, wysypiska śmieci, tereny niezamieszkalne, stare fabryki... - Zaczął, jednak przerwał będąc już na miejscu. Oboje zaczęli wpatrywać się przed siebie, stojąc z rozdziabionymi ustami.
  - Już jesteśmy! - Rozległ się krzyk Dekomori, która również zamarła, w przeciwieństwie do Nibutani, która uśmiechnęła się zwycięsko. A dlaczegóż? Otóż: przed nimi w białej sukience, sandałkach oraz złotej przepasce. Oprócz tego wokół pasa przewiązaną miała czerwoną wstążkę. Wyglądała niesamowicie dostojnie. Nim ktokolwiek zdążył się odezwać, z jej łopatek wyrosły białe skrzydła, z których posypały się nieliczne pióra. Gdy otworzyła oczy, do reszty dopiero dotarło, że całokształt ich przyjaciółki przypomina anioła. Szatynka uniosła jedną rękę, roztaczając tym samym barierę, dzięki której wszyscy przenieśli się na arenę przypominającą amfiteatr w starożytnej Grecji. W dłoni różowo~okiej pojawiła się kilkumetrowa harfa z mini skrzydełkami, którą zaatakowała porośniętą futrem ogromną bestię...

sobota, 21 czerwca 2014

♥ Rozdział 13 ♥

  Podczas gdy Rikka mordowała wzrokiem klejącą się do Yuuty różowowłosą "Landrynkę", reszta paczki podsumowywała opowieść Shinki. W końcu Dekomori uderzyła o stół pięścią, tym samym nie tylko zaprzestając wygłupów Shichimyi, ale również zwracając na siebie znaczną część restauracyjki.
 Ludzie odwrócili jednak wzrok, napotykając chłodny niczym lodowiec wzrok Nibutani.
  - Czyli, jeśli dobrze zrozumiałam, w gimnazjum ty i Tsukume byliście w jednej drużynie z... - Zaczęła blondynka, mierząc przytuloną do bruneta dziewczynę.
  - Shichimya Sona, zwana również "Demoniczną Dziewczynką". Jestem magiem... podobnie jak Rikka posiadam zdolność otchłani. - Odparła żwawo, świdrując niebieskimi oczyma.
  - Oraz resztą obecnej tu bandy? - Spytała z zainteresowaniem, nie zwracając na nią uwagi.
  - Pudło. Akurat ja do nich doszłam jakiś czas po odejściu tej dwójki. Jestem Miuna Minko, zwana również "Kupidynem". Jeśli nie masz nic przeciwko przeszyję twoje serduszko miłosną strzałą~! - Zaświergotała fioletowo~włosa o turkusowych oczętach, układając z rąk kształt serca, aby następnie pokazać znak pokoju. - Chodzę do waszego liceum...
  - Tak, tak, do klasy 2B. Wiem. I to ty wyznawałaś miłość Shince w piątek, prawda? - Spytała Deko, a złotooka uniosła brwi.
  - Widziałaś to? - Zadała pytanie, a blondynka momentalnie się spięła, odwracając wzrok w bok. Nie odpowiedziała jednak, a brunetka nie miała serca jej dręczyć... szczególnie, że sama poczuła się niezręcznie.
  - Aha. To był pomysł Shichimyi. Stwierdziła, że zbliżając się do ciebie, tym samym będę mogła zbliżyć się do rodzeństwa Oreki'ch. Wcześniej wyznawałam miłość i Chitandzie i Haruce... acz oboje, tak jak ty, odrzucili mnie. - Burknęła z nadymanymi policzkami, marszcząc brwi z dąsem.
  - Tak jak myślałam... dobrze, że mnie ostrzegłaś, Kumin... - Mruknęła do szatynki, zaczesując włosy.
  - Ha?! To Kurusu wiedziała o ich "przekręcie"? - Spytał zaskoczony Haru.
 - Hm? To ty nie wiesz? - Tym razem odezwała się pomarańczowo~oka dziewczyna o rudo-brązowych włosach spiętych w trzy koki. Widząc zaskoczony wyraz twarzy chłopaka jak i jego siostry uśmiechnęła się niczym rasowy gad, opierając podbródek o rękę. - Kurusu Kumin, zwana również wśród naszych "Anielskim Skoczkiem", jest tak zwanym "geniuszem". Analizując zwykłe zachowanie, tętno, ilość potu, bicie serca, naturalne odruchy, wyraz twarzy oraz inne bodźce potrafi wywnioskować... no, samą prawdę. Nie ważne czy będziesz próbował ją oszukać, nigdy ci się nie uda. No i jest poinformowana o wszystkim... do tego jej instynkt jest bardziej rozwinięty od naszych. Innym słowem: jest ona całkowicie inną ligą pod względem inteligencji. - Odparła z wyszczerzem, który dalej nie schodził jej z ust.
  - A ty jesteś? - Spytała fioletowo~oka Chitanda, przewracając w rączce warkoczyk, który owa pomarańczowo~oka splotła tuż przy twarzy.
  - Kiichi Minami... - Zaczęła, jednak nie dane było jej skończyć.
 - ... znana bliżej jako "Czarna Wdowa". Swoje przezwisko zawdzięcza temu, że jej spryt przypomina pająka. Wykorzystuje ludzi, demony, czy nawet magów dla własnych celów, by potem móc ich "pożreć" jak pająki swoich partnerów. Ma tą samą funkcję w grupie co ja, czyli wytwarza bariery. - Dokończyła za nią Kumin, mrużąc z niezadowoleniem oczy. Najwidoczniej nie przypadły sobie do gustu.
  - Dobra, znamy już ponad połowę z was... a wy? - Spytał znudzonym głosem Oreki, wskazując na różowo~oką kasztanowo-włosą oraz pomarańczowo~okiego bruneta. Dziewczyna miała krótkawe, nastroszone włosy, a chłopak... artystyczny nieład.
  - Jack Black, uczeń z wymiany, który osiedlił się w Tokio na stałe. Przez broń nadano mi miano "Rycerza". Miło mi was poznać. - Odparł z podekscytowanym tonem, co Chitanda już chciała nieuprzejmie skomentować, acz jej brat właśnie w tym momencie kopnął ją pod stołem, powoli sącząc waniliowego shake'a.
   - Nana Kurusu. Zwą mnie również "Detektywem", gdyż potrafię całkiem nieźle śledzić. Po mimo, że wybrańcy jak i magowie mają rozwinięty węch, słuch i wzrok bardziej niż inne żywe istoty, mój wykracza poza normy. - Odparła z kamienną twarzą.
  - Czekaj, czekaj... masz na nazwisko "Kurusu"? - Spytała Rikka, momentalnie odrywając wzrok od swojego chłopaka i jego przyjaciółki.
   - Aha. Kumin to moja kuzynka. - Mruknęła jakby niechętnie, przez co Oreki zakrztusił się koktajlem.
  - Chyba wam o niej nie wspominałam. Jest ode mnie o rok młodsza... możecie jej mówić po imieniu. - Zaświergotała.
  - Nie decyduj za mnie. - Burknęła, szczypiąc szatynkę za policzek, przez co ta pisnęła, masując obolałe miejsce.
  - Jesteś agresywna! - Załkała.
  - A ty dalej zachowujesz się jak dziecko. - Stwierdziła, krzyżując ręce pod biustem.
 - Przerywając waszą błazenadę. Po co tu przybyliście? Tokio to nasz teren. - Mruknęła Shinka tak chłodnym tonem, że każdemu przy stoliku przeszedł dreszcz po plecach.
  - No cóż... przyszliśmy tu mieć na was oko. A dokładniej: na Orekich. - Uśmiechnęła się Kiichi, gestem głowy wskazując na czarnowłosą i szatyna.
  - Przysłała nas rada organizacji "Klasy Specjalnej", chcąc mieć pewność, że rodzeństwo koniec końców nie zrywa ich umowy. Ostatnio mieli sygnał mówiący, że jedno z nich użyło mocy do walki z demonem. Ponieważ otrzymali raport Sensei Nibutani, waszej opiekunki prawnej, o tym co zdarzyło się tamtej nocy, postanowili wstrzymać się z pojmaniem was i umieszczeniem w laboratorium lub izolatce. Także na razie nie macie się o co martwić... - Odparła Nana z poważnym wyrazem twarzy.
  - Oj, oj... nie rób takiej miny, bo ich wystraszysz. - Zaśmiał się Jack, czochrając czerwoną szesnastolatkę po włosach. Kumin się zaśmiała, a Chitanda w tym momencie odwróciła wzrok w bok, wbijając go w wykładzinę z lekko niezadowolonym wzrokiem.
  - P~przestań! To poważna sprawa! - Niemalże pisnęła, uderzając go w ramię.
  - Spotykacie się? - Zapytał Haruka, obejmując ramieniem swoją siostrę.
  - Nie. - Zaprzeczyli od razu: dziewczyna lekko nerwowo, a chłopak z niemałym rozbawieniem.
  - Swoją drogą, diametralnie zmieniając temat... wszyscy nie licząc Miuny macie takie same mundurki. Chodzicie do "Mirosumo"? - Spytała Dekomori.
  - Tak.- Przytaknęli główkami jak na zawołanie.
 -  Dobra, będziemy się zbierać... Chodźmy, Yuuta... idziesz z nami! Gdy do nas wrócisz unikniesz odpowiedzialności za chimery. Będziesz mógł się skupić na tym co najbardziej lubisz... i znowu będziemy spędzać ze sobą mnóstwo czasu~! - Pisnęła, po mimo jego protestów, rzucając mu się na szyję i robiąc "noski noski".
  - Dlaczego się tak kleisz do Yuuty? - Warknęła Rikka, w końcu nie wytrzymując.
  - Hmm? To dlatego, że jestem jego dziewczyną. - Odparła z uśmiechem, a wszystkich, nie licząc drużyny "Landrynki" oraz Shinki, zamurowało.

środa, 28 maja 2014

♥ Rozdział 12 ♥

 Haruka leżał bez ruchu już od dłuższego czasu, przyglądając się białemu sufitowi swojej sypialni. Mimo, iż była sobota, nie miał nic ciekawego do roboty. Przez swoją pedantyczną naturę już wczoraj, zaraz gdy wrócili ze spotkania, podczas którego szorowali basen, wysprzątał cały dom. Jego siostrzyczka natomiast znowu wylegiwała się na kanapie, oglądając tv.
 "Ciekawe co teraz robi Kumin..." i ta myśl wywołała u niego takie zawstydzenie, że mimowolnie zaczął tarzać się po łóżku, niemalże krzycząc "Nie, nie, nie, nie, nie!", aż w końcu zleciał na podłogę, tym samym jako tako się uspokajając.
  - Muszę się w końcu przyznać przed sobą. To koniec. Przegrałem. Podoba mi się... - Zaczął sam do siebie przybitym tonem, jednak nie dane było mu skończyć.
  - Braciszku! Telefon! - Chitanda zawołała go z drugiego końca mieszkania, następnie ponownie przykładając słuchawkę do ucha. - Miło, że dzwonisz. Braciszek umiera z nudów... aż mi się go szkoda robi. Kumin~senpai, ja... - I w tym momencie została jej wyrwana słuchawka.
  - Mogłaś go przynieść, zamiast się drzeć. - Burknął. - Halo?
  - Yo, Haruś! - Przywitała się rozradowana szatynka.
  - K~K~Kurusu! - Pisnął cały czerwony, o mało nie upuszczając słuchawki.
  - Ano. Dzwonię, żeby zaprosić ciebie i Chi~chan do Wesołego Miasteczka. Pamiętasz? Gadaliśmy o tym, jak jechaliśmy na wycieczkę. Dziś jest jakaś tam specjalna oferta... koniec końców spotkamy się na stacji kolejowej we wschodniej dzielnicy miasta tak za... półtora godziny. Będziecie?
  - Wiesz, że mogłaś to powiedzieć mojej siostrze? Naprawdę musiałem się tutaj fatygować? - Spytał delikatnie skrzywiony, zaczesując swoją grzywkę.
  - No... nie... ale chciałam usłyszeć twój głos jak najwcześniej... - I w tym momencie czerwona twarz Haruki nabrała jeszcze mocniejszego odcieniu.
  - Jasne... rozumiem... za półtora godziny na stacji i jedziemy do Luna parku. Pa. - Zaraz po wypowiedzeniu tych słów się rozłączył, z zażenowaniem odkładając komórkę.
  - Nii~chan... masz gorączkę? - Chitanda z zaniepokojeniem przyłożyła dłoń do jego czoła, a ten tylko odwrócił wzrok. Zdziwiona czarnowłosa zabrała rękę, stała chwilę przyglądają mu się, po czym zrozumiała o co chodzi. Zachichotała, odwróciła się na pięcie i w podskokach ruszyła w stronę swojego pokoju. Gdy już się tam znalazła, zasunęła drzwi, mimowolnie się krzywiąc. Nawet jeśli obiecali im opiekę... i powiedzieli, że mogą im zaufać... ta nie potrafiła. Nawet nie chciała spróbować się z nimi zaprzyjaźnić przez zdradę z przeszłości. Był to jeden, jedyny raz... a mimo to sprawiło to, że po prostu nie potrafiła już uwierzyć komuś na słowo. A to wszystko przez jej ojca, któremu zaufała... i jak to się skończyło...?
  - Co lepsze: zwykła biała koszula z krótkim rękawkiem czy jakiś podkoszulek? - Spytał, wparowując do jej pokoju bez pukania, gdy ta akurat zakładała bluzeczkę.
  - Myślę że koszula. Z resztą nawet gdybym powiedziała, że czarna podkoszulka i tak byś ją wybrał. - Wzruszyła ramionami, chwytając różowy sweterek. - Niepotrzebnie się przejmujesz. Kumin nie zwraca uwagi na ciuchy. - Dodała, po czym zarzuciła sobie go na plecy, omijając brata i wychodząc z pokoju. Relacje między nimi na ogół wyglądały o niebo lepiej. Problemem było podejście dziewczyny. Podczas, gdy brat idealnie wpasowywał się w sytuację, ta nie potrafiła.
  - Ja chyba jednak zostanę w do... - Zaczęła, odwracając się, jednak jej brat zasłonił jej usta dłonią.
 - Chcesz mnie wkurzyć? Jesteś popularna, a mimo to ustawiasz wokół siebie barierę. Izolujesz się i nie pozwalasz każdemu się do siebie zbliżyć. To wkurzające. Uśmiechasz się każdego dnia, starasz się sprawiać pozory, że wszystko jest pięknie i ładnie, a tak naprawdę wszystko w sobie dusisz, zachowując się w tym momencie jak nic nie warty gówniarz. Zauważ, że i oni i ja naprawdę chcemy tobie pomóc, głupia. Ciebie to nic nie obchodzi, ale ja nie mogę patrzeć jak cierpisz. Zrozumiesz to wreszcie? Od dziesięciu lat nie widziałem cię, jak się szczerze cieszysz. Od dnia, w którym po raz pierwszy poszliśmy do laboratorium, twoje oczy nie zaświeciły się ani razu... nie tylko tobie jest z tym ciężko... ale postaraj się ogarnąć. To co było się nie od stanie... nie była to twoja wina. Ale to co będzie to już inna działka... daj sobie pomóc, bo w przeciwnym razie to się źle skończy. Nie tylko dla ciebie, ale też dla mnie. Stracę to, co jest dla mnie najważniejsze. Swoją jedyną siostrę. - Odparł, następnie idąc do swojego pokoju.
***
  - To gdzie teraz? - Spytała rozradowana blondynka, rozglądając się do okoła. Rikka szła wtulona w Yuutę, co chwila poprawiając swoją czarną sukienkę przed kolano. Robiło się coraz cieplej, tak jak przystało na maj. Za Dekomori biegała rozradowana Kurusu, wskazując co chwila na najbliższe atrakcje. "Wygląda trochę jak szczeniak..." ~ taka myśl pojawiła się w główce Shinki, która szła na samym końcu, zaraz przed rodzeństwem, które nadal zajadało się różową watą cukrową.
  - Hmm... nie wiem jak wy, ale jestem głodna. Chodźmy do fast fooda.- Odparła granatowo~włosa, ciągnąc swojego chłopaka i różowooką w stronę najbliższego baru.
  - Przecież dopiero co jadłaś hot dogi... - Zauważyła zdziwiona Chitanda.
  - Rikka jest podobna do krowy. Ma cztery żołądki. - Stwierdził Yuuta, za co niższa o głowę dziewczyna dźgnęła go palcami między żebra. Ten pisnął niczym rasowa, obmacywana dziewica, uskakując w bok.
  - Hyhy... to twój punkt witalny, tak jak myślałam. Jeszcze raz porównasz mnie do krowy a możesz pożegnać się ze brwiami. - Stwierdziła, dmuchając w dwa palce, jakby był to pistolet.
  - Po za tym krowa ma jeden żołądek podzielony na cztery komory: żwacz, czepiec, księgi i trawieniec. - Westchnęła zdegustowana Shinka, wchodząc do lokalu. Wszyscy zamówili jedzenie, następnie siadając przy jednym ze stolików. Oczywiście na zamówienie musieli czekać ponad dwadzieścia minut, co wzbudziło w nich jeszcze większy apetyt.
  - Chwila... Deko, a ty przypadkiem nie byłaś na diecie? - Spytała zdziwiona Kumi, zajadając się swoimi frytkami.
  - Eee... nieee... - Zachichotała nerwowo, zerkając w bok. Shinka zmierzyła ją wzrokiem, następnie jednym zgrabnym ruchem zabierając jej hamburgera sprzed nosa. - Ej! To moje! - Pisnęła, rzucając się na dziewczynę.
  - Wczoraj przez dwie godziny narzekałaś mi, że ci się przytyło i że musisz zrzucić brzuszek przed wakacjami, które są za niecałe dwa tygodnie. Tak więc musisz się pospieszyć z tym postanowieniem. - Mruknęła, marszcząc brwi. Chwilę się szarpały... żeby po tym wszyscy mogli ze zdziwieniem jak Liderka przywiązywała Dekomori do krzesła... jej własnymi kucykami.
  - Za co? - Jęknęła żałośnie, a Shinka zaczęła zjadać jej zamówienie, ignorując jej chlipania.
  - Cicho tam. Nikt cię o zdanie nie pyta. A teraz się pospieszcie, bo zaraz zamykają Dom Próbnych Małżeństw. - Mruknęła złotooka, powoli kończąc.
***
  - Co tu robicie? - Spytała Liderka, patrząc krzywo w stronę piątki osób, znajdujących się w sali, którą zarezerwowali na sztuczny ślub. Rikka była już przebrana w suknię ślubną. Z resztą, Kumin i Dekomori również. Shinka natomiast, wraz z Haruką i Yuutą mieli na sobie garnitury.
 Z nich wszystkich rozpoznała jedynie dwie. Jedna miała na sobie mundurek liceum, do którego uczęszczała paczka przyjaciół. Była to fioletowłosa, która dzień wcześniej wyznała uczucia Shince. Dekomori pobladła, stając za brunetką, którą złapała niepewnie za przedramię. Drugą natomiast była różowowłosa, którą i Liderka, i  Tsukume znali aż za dobrze.
  - Yuuta~! - Pisnęła uradowana, rzucając mu się na szyję, czym przyprawiła Rikkę o niemałe zakłopotanie... wstyd... i zdenerwowanie. Otworzyła szerzej niebieskie oko, ledwo się powstrzymując przed atakiem. Nie lubiła, gdy ktoś nadmiernie zbliżał się do jej chłopaka. W szczególności dość ładne osobniczki płci żeńskiej.
  - Shichimya... dawnośmy się nie widzieli... - Mruknął skrzywiony, odczepiając niebieskooką dziewczynę od siebie, a następnie przyciągając w swoją stronę Rikkę.
  - Kim oni są? - Zapytała niepewnie Chitanda, łapiąc swojego brata za rękę z jednej strony. Z drugiej natomiast chwyciła ją Kumin, przyprawiając tym samym Harukę o niemałe rumieńce. "W takim tempie będzie powszechnie znany jako "Pan Pomidor"..."
  - Magami i Wybrańcami z innej drużyny. - Mruknęła Kurusu, przyglądając się im bacznie różowymi oczkami.

sobota, 17 maja 2014

♥ Rozdział 11 ♥

  - Shinka, dlaczego to my musimy to robić? - Jęk Rikki dodatkowo poddenerwował Shinkę, która nakierowała strumień wody na granatowo~włosą. Ta z piskiem poleciała na siedzenie, wyciągając ręce przed siebie w celu jako tako zatrzymania cieczy.
  - Jest końcówka maja, przez co robi się coraz cieplej. Tak więc czas wyczyścić basen. Jeśli zrobią to osoby z naszej klasy, pierwsi będziemy mogli z niego korzystać. - Odpowiedziała, znów polewając niebieskie kafelki. Dziewczyna Yuuty i on dam powrócili do roboty, posyłając mordercze spojrzenia drzemiącej obok Kumin. Nie rozumieli czemu Shinkę nie obchodziło czy ona pracuje, ale ich się już czepiała.
  - Coś ty taka nerwowa? - Spytał Tsukume, po czym na jego twarzyczce pojawił się wręcz gadzi uśmieszek. - Czyżby okres przedmiesiączkowy? - Zachichotał, przez co oberwał po łbie miotłą. I to, o dziwo, nie od Liderki, a czerwonej Takanashi, która ją wyręczyła.
  - Ha. Ha. Ha. Jesteś tak zabawny jak zakład pogrzebowy. - Burknęła, związując włosy w wysoki kucyk. - Dziś zgłosiłam swoją kandydaturę na przewodniczącą szkoły. Na klasowe wybory się nie załapałam przez nagły wyjazd moich rodziców oraz chorobę brata, także chcę spróbować swoich sił w tych. - Uśmiechnęła się delikatnie, powracając do pracy.
  - Dopiero teraz robią wybory? - Spytał zaskoczony brunet.
  - No tak. Mija właśnie drugi miesiąc od rozpoczęcia szkoły... to i tak dość szybko. - Wzruszyła ramionami. - Mam jednak niemały problem. Nie wiem jak w najszybszy i najefektywniejszy sposób uzyskać głosy.
  - W naszej szkole większą częścią są chłopcy. Tak więc mogłabyś... - I Yuuta znowu oberwał po głowie.
  - Wykorzystaj urok osobisty i bądź tą samą odpowiedzialną Shinką, którą wszyscy kochają. - Jakby przez sen Kumin wymamrotała te słowa, a Liderka mimowolnie się uśmiechnęła.
  - Tak chyba zrobię...
  - Yo~ho! Przyszłam wam pomóc~! - Piętnastoletnia blondynka wskoczyła do basenu, dzierżąc w dłoni specjalną miotłę do sprzątania owego miejsca. Wystraszona Shinka nakierowała wąż na blondynkę, która ze zwycięskim uśmiechem zaczęła kręcić w dłoni kijem, odbijając tym samym strumień wody.
  - Jesteś strasznie spięta. - Zauważyła, gdy złotooka w końcu wróciła do lania kafelków, które Rikka i Yuuta zaczęli szorować.
  - Nie prawda. - Prychnęła z rozbawieniem. - Kumin, ciołku, wstawaj. Przejmujesz węża. - Rzuciła, a szatynka niechętnie podniosła się ociężale z kafelków, następnie odbierając gumowy "sznur".
  - Mamy klub! - Krzyk czarnowłosej rozniósł się po całym podwórku. - Zaakceptowali nasz klub! Rozumiecie to? Od jutra możemy zaczynać działalność! - Zawołała zachwycona, podbiegając do basenu wraz ze swoim bratem.
  - To świetna wiadomość! Będziemy mogli zostawać do późna po szkole, zdobędziemy klasę wyłącznie dla siebie... będziemy mogli na legalu spędzać tutaj weekendy oraz wykorzystać Sensei jako naszą opiekunkę, przez co będzie mogła przebywać z nami więcej czasu, przez co zwiększymy treningi... - Zaczęła Shinka, wydając na nieźle zmotywowaną.
  - Skoro już tu jesteście to chwytajcie za miotły i pomóżcie. - Mruknął Yuuta, wskazując ruchem głowy na przedmioty służące do sprzątania, leżące przy krawędzi kąpieliska.
  - ... mogliśmy poczekać z tą wiadomością do jutra. - Stwierdził ze zrezygnowaniem Haruka, czyniąc to, co rozkazał mu Tsukume.
  - I po co się tak wyrywałeś? Jeśli chciałeś zobaczyć Kumin~Senpai trzeba było poczekać. - Burknęła Chitanda, a twarz szatyna zalała się czerwonymi rumieńcami, co spowodowało napad śmiechu u wszystkich.
  - Ja muszę iść. Mam jeszcze coś do zrobienia. Dopóki basen nie będzie lśnić macie tutaj zostać i go szorować. - Władczy ton Liderki, nie znający sprzeciwów, spowodował natychmiastową reakcję u wszystkich. Zasalutowali, krzyknęli "Tak jest!", zaczynając harować dwa razy ciężej, najpewniej by wcześniej skończyć. Brunetka uśmiechnęła się zadowolona, ruszając w stronę tyłów budynku. Nikt nie zwrócił jednak na to uwagi. Nikt, poza niewysoką blondynką. Dziewczyna pędem ruszyła za Liderką, co również umknęło uwadze grupce znajomych. Sunako schowała się za rogiem, delikatnie wychylając łepetynę. Paręnaście metrów od niej stała o dwa lata starsza przyjaciółka oraz fioletowo~włosa dziewczyna.
  - J~ja... lubię cię! - I tutaj zamurowało błękitnooką. Dziewczyna o fioletowej czuprynie stała spięta, cała czerwona, oczekując na odpowiedź Shinki. Jeśli pamięć jej nie myliła, chodziła ona do 2 B. To właśnie z jej klasą jechała na wycieczkę szkolną... przed którą złotooka dostała liścik miłosny. Wszystko stało się jasne.
  - Jesteś dziewczyną. - Odpowiedź Liderki jeszcze bardziej zszokowała piętnastolatkę, której nogi stały się jak z waty. - Przepraszam, ale nie mogę. Nie wyobrażam sobie związku z dziewczyną. W naturze człowieka leżą pary damsko~męskie. Osobiście uważam, że to lekko obrzydliwe, że się we mnie podkochujesz. - Tej odpowiedzi najbardziej bała się jej przyjaciółka. Wiele razy zbierała się na odwagę, aby wyznać swoje uczucia brunetce, ale koniec końców tchórzyła. Nie chciała usłyszeć takiej odpowiedzi, jak fioletowo~włosa.
  - R~rozumiem... do zobaczenia w szkole... - Załamany głos siedemnastolatki przerwał rozmyślenia blondynki. Ukłoniła się grzecznie, uśmiechnęła ze łzami w oczach, po czym ruszyła w przeciwną stronę od błękitnookiej. Blondynka przyległa do ściany, przymykając oczy. Z jednej strony cieszyła się, że brunetka odrzuciła wyznania innej, a z drugiej... wydawało jej się, że przez odpowiedź Nibutani nigdy nie będą razem.

poniedziałek, 12 maja 2014

♥ Rozdział 10 ♥

  - Jesteśmy chimerami. - Odparła poważnym tonem czarnowłosa, z przeogromnymi rumieńcami na twarzy, siedząc po środku pokoju, w którym jeszcze wczorajszej i przedwczorajszej nocy spała w raz z żeńską grupką. Obecnie jednak byli tam również i Yuuta, oraz jej brat. Rodzeństwo poprosiło ich o obecność, by ogłosić to, o czym przed chwilą wspomniała Oreki. Gdyby powiedziała to w innych warunkach... pewnie cała grupka przyjaciół by się roześmiała, ignorując piętnastolatkę. Problem w tym, że to co wczoraj widzieli przerosło ich najśmielsze oczekiwania.
~...~
 Shinka stała z rozdziawioną na oścież buzią,
 Kumin zamiast wytworzyć barierę, cofnęła się do tyłu z szeroko otwartymi oczami, a Rikka, nawet po zabiciu już potwora i odzyskaniu przez Chitandę "normalnego" wyglądu, nie ruszyła się, by odesłać demona.
  - Uważaj! - Wrzasnął Yuuta, gdy demon uwolnił jedną z łap. Mimo wszystko brunet nie potrafił się ruszyć. Nawet, jeśli zagrażałoby to życiu Oreki... nie mógł zrobić nawet kroku. Jedynie był w stanie krzyknąć.
 Chitanda niemalże od razu uniosła prawą rękę do góry, jednym ruchem powalając demona za łapę. Im bardziej się wyrywał i ryczał, tym mocniej zaciskały się włosy dziewczyny. Po parunastu sekundach bestia przestała się ruszać, a na miejsce przybiegł zdyszany Haruka.
  - Chi~chan! - Wrzasnął wyczerpany, a jego młodsza siostra drgnęła, jakby odzyskując świadomość. Chwilę później już stała na ziemi, wtulona w swojego braciszka. - Ty idiotko... - Zaśmiał się, czochrając jej łeb. Następnie spojrzał na zszokowaną trójkę... czyli Shinkę, Rikkę i Yuutę. Kumin jedynie stała, uśmiechając się tak serdecznie, że to było aż straszne. Zerknął również na blondynkę, która przytaszczyła swoje ledwo żywe, poobijane zwłoki do przyjaciół.
  - Kim... wy... jesteście...? - Wysapała resztkami sił, po czym zemdlała. Cała paczka rzuciła się w jej stronę, a rodzeństwo uciekło.
~...~


  - Jak... to chimerami? - Spytał zaskoczony brunet, przeczesując palcami swoje włosy. 
 - Mieliśmy być "wybrańcami", zupełnie jak wy. Tyle, że nowszą, ulepszoną generacją... właściwie to nie różniliśmy się niczym od królików doświadczalnych. Nasz ojciec był magiem, przy czym również naukowcem w federalnej agencji "Klasy S". Ponieważ na jednym z zebrań liderów organizacji postanowiono, że powinno się zwalczać "ogień z ogniem", wszczepili nam DNA jednego z demonów. Wtedy zaczęły się różne mutacje, w efekcie tworząc z nas chimery. - Wyjaśniła czarnowłosa ze spuszczoną głową, zaciskając piąstki na spódniczce od swojego mundurka. Shinka nie zaprzestała pakowania swoich ubrań, Kumin nadal leżała na poduszce, a Rikka siedziała w tulona w swojego chłopaka z otępiałą miną.
  - I pozwolili wam ot tak latać po ulicach i uczęszczać do szkoły? - Spytała zdziwiona Liderka, podrywając się na równe nogi. Jedną rękę oparła o biodro, a brew poderwała się ku górze.
  - Oczywiście, że nie... - Westchnął Haruka, ciężko wzdychając. - My...
  - "... uciekliśmy". - Przerwała mu Kumin z delikatnym uśmiechem, a ten pobladł. - Przeprowadzone na nich eksperymenty miały miejsce w wieku siedmiu lat, gdy dopiero co zaczynali powoli dorastać. I trwały przez trzy lata, przez które wiele wycierpieli. Siedzieli zamknięci, odizolowani... codzienne wstrzykiwanie jakiś dziwnych substancji do żył, nagłe skoki, ataki paniki. Nabawili się klaustrofobii, a mimo to i tak raz na jakiś czas zamykano ich w ciasnych pomieszczeniach, gdzie kazali pokazać ich "specjalne zdolności". Ojca widzieli jedynie za szybą, a on nie był zainteresowany niczym więcej niż napisaniem godnego głównego naukowca raportu. W końcu wybuchł wielki pożar, podczas którego udało im się wymknąć. Większość naukowców zginęła. Organizacja na początku ich ścigała, acz po pewnym czasie stwierdziła, że dopóki nie użyjecie swoich "mocy", pozwolą wam prowadzić "normalne życie". - Dodała, a rodzeństwu szczena opadła. Z resztą, gdy cała reszta zauważyła ich reakcję, co graniczyło z tym, że szatynka miała rację, o mało oczy nie powypadały.
  - Skąd...? - Wyjąkali chórem, a ta uśmiechnęła się truimfalnie, podnosząc do siadu po turecku.
  - Zga~dy~wa~łam. - Przesylabizowała, machając palcem wskazującym w prawo i lewo.
  - Jesteś straszna. - Burknęła fioletooka, krzyżując ręce pod biustem. Mimo wszystko, chwilę przed wypowiedzeniem tego zdania, aż oczy jej się zaświeciły z podziwu dla szóstego zmysłu Kumin. No... bo przecież musiała go mieć. W innym wypadku nawet największy geniusz nie wiedziałby co się stało.
  - Najważniejsze, że już wszystko o was wiemy... - Odparła Dekomori z uśmiechem, pakując ostatnie ubrania. - A ty, leniu, do pakowania won! Za niecałe pół godziny wyjeżdżamy z pensjonatu. - Burknęła z wyrzutem, mrużąc oczy w stronę Kumin.
  - No... i tutaj leży problem. - Odparł Haru, z tak poważną, pokerową miną, że wszyscy obecni w pokoju aż się wzdrygnęli. - Chitanda użyła dzisiaj mocy. Nie wiemy, czy przez te wszystkie lata cały czas nas obserwowali i czy teraz też to robią, ale jeśli to prawda, mogą niedługo przysłać tutaj jakiś łowców, żeby znowu nas sprowadzić do laboratorium lub wyeliminować...
  - Obronimy was. - Odparła Rikka niemalże od razu, niesamowicie pewnym głosem.
  - Mówisz serio...? - Spytała czarnowłosa niepewnym głosem, przytulając się do swojego starszego brata.
  - Obiecuję na moją moc! - Odparła wstając i uderzając się pięścią w miejsce, gdzie znajdowało się serce.
  - A wy? - Spytał szatyn, przenosząc wzrok na Liderkę.
  - Ta idiotka obiecała. A my jesteśmy drużyną, która razem "tworzy jedność". - Zaśmiał się Yuuta, jedną ręką obejmując swoją dziewczynę, a drugą uderzając się w klatkę piersiową.
  - Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. - Dodała blondynka, również uderzając się w pierś.
  - Jednym zdaniem wpakowała nas w rolę ochroniarzy. - Zachichotała Kumin, powtarzając ich gest.
  - Brzmi to strasznie tandetnie, ale mają rację. Preferujemy zasadę, że gdy jedno z nas jest do czegoś zobowiązane, reszta go wspiera i pomaga. Także macie nasze słowo, że nic wam nie grozi. - Shinka uśmiechnęła się, robiąc to co reszta. Haruka jedynie się uśmiechnął, a jego młodsza siostra wpatrywała się w nich z wzrokiem nic nie rozumiejącego szczeniaka. Wcześniej była tylko ona i brat. Więź między nimi była zrozumiała, dzielili przecież razem sekret, byli spokrewnieni, mogli liczyć jedynie na siebie... więc czemu tamci byli ze sobą aż tak zżyci? Znali się od niecałych dwóch lat... każdy z nich miał również swoich znajomych, z którymi czasem spędzali czas... mieli różne majątki, mieszkali oddzielnie... każdy z nich miał inny charakter, zainteresowania... "Więc dlaczego są dla siebie tacy ważni? To się nazywa "przyjaźń"? O co w tym w ogóle chodzi?"...
   - Dzieciaki! Pospieszcie się, niedługo wyjeżdżamy! - Krzyk Sensei Nibutani rozległ się po pokoju, a wysoka kobieta wlazła do pokoju bez pukania, opierając się o framugę drzwi. - Szczególnie ty, Takanashi. Jak mi się przypomni co widziałam, gdy przyszłam do ciebie i Tsukume to aż mi się śmiać chce...
  - A co tam się stało? - Spytała zdziwiona Kumin, na co brunet ciężko westchnął.

  - Rikka... no cóż. Powiedzmy, że jeszcze nigdy nie była na tego typu wycieczce i... jej torby były większe niż ona sama. - Westchnął brunet, krzywiąc się.
  - Zaraz będziemy. - Odparli chórem z zamiarem dalszego pakowania się.
  - To dobrze. - Uśmiechnęła się, odwracając. Przed wyjściem jednak zatrzymała się na chwilę, nie odwracając. - Pamiętajcie. Gdybyście mieli jakieś wątpliwości, problemy... możecie się do mnie zgłosić i pytać o co chcecie. Jestem tu, żeby wam pomóc i wszystko wyjaśnić. Również wasza dwójka... wy wszyscy... jesteście wyjątkowi. Będę was wspierać. - Rzuciła, a po krótkiej chwili już jej nie było. Wszyscy zdziwieni spojrzeli po sobie, następnie wzruszając ramionami i znowu powracając do wcześniejszej roboty. Wszyscy oprócz Chitandy, która dalej wpatrywała się w miejsce, gdzie przed chwilą stała dwudziestosiedmioletnia nauczycielka.

sobota, 3 maja 2014

♥ Rozdział 9 ♥

  - Dlaczego musimy to robić? - Jęk Kurusu rozniósł się echem po lecie otaczającym świątynię. Shinka otarła zewnętrznym wierzchem dłoni spocone czoło, siadając na jednym z kamieni.
  - Ktoś musiał sprzątnąć świątynię. Inni mają teraz zwykłe lekcje w pensjonacie, tak więc nie narzekaj. - Przewróciła oczyma, powracając do czyszczenia pomników. Rikka i Yuuta najpierw zamiatali, jednak w chwili, gdy cały kurz uniósł się w górę, brunet postanowił wykorzystać tę okazję do rozpoczęcia "ślepej wojny", polegającej na okładaniu się miotłami na oślep. Dekomori i Chitanda ścierały kurze i zdejmowały pajęczyny, a Kurusu... niby miała pomóc Shince w czyszczeniu pomników, jednak zamiast tego leżała rozwalona na ławce, narzekając.
  - Tak w ogóle... co ona tutaj robi? - Spytała Deko, mrużąc oczy i głową wskazując w stronę młodszej siostry Orekiego.
  - No... Sensei powiedziała, że potrzebujecie jeszcze jednej osoby, więc się zgłosiłam, by ominąć lekcje. - Zakłopotana czarnowłosa uśmiechnęła się, nie przerywając pracy.
 Blondynka niepewnie przytaknęła, dokładnie ją lustrując.
  - Przestańcie, idioci. - Poddenerwowana Liderka warknęła w stronę magów, delikatnie kaszląc. Za dużo kurzu jak na nią. Przestraszeni wykonali prośbę złotookiej, zabierając się za robotę, co jednak nie było takie proste i przyjemne, po mimo towarzystwa. Jakby na to nie spojrzeć, rozpoczęcie wiosny dawało się we znaki aż nadto. Słońce świeciło niemiłosiernie mocno, a przez to, iż było to dokładnie południe, można by ująć, iż grzało ich pełnią mocy. Wszyscy spoceni, wykończeni, a końca pracy nie widać. "Wszyscy zginiemy!" ~ takie oto rozpaczliwe myśli kołatały się w głowie Yuuty, opierającego się o ścianę świątyni.
  - Kot. Trzeba mu pomóc. - Szepnęła Rikka, wgapiając swoje śliczne niebieskie oczęta w czarną, głośno miauczącą kulkę na gałęzi. Nim ktokolwiek zareagował, ta już biegła w stronę drzewa. Nie dobiegła jednak do niego przez pewien niefortunny wypadek. Tudzież stanęła na zębach grabi, dzięki czemu ich kij z niesamowitą siłą uderzył w czoło granatowowłosej. Ta chwilę stała, chwiejąc się na wszystkie strony świata, a gdy kotek zeskoczył z gałęzi na głowę dziewczyny, a następnie na ziemię i gdzieś uciekł, ta padła niczym trup. Nim zemdlała usłyszała jeszcze pisk pozostałej piątki, a potem... dziwne dzwonienie.
~*~
  - Yuuta... - Granatowowłosa jęknęła, podnosząc się do siadu. Brunet poderwał się z poddenerwowaną miną, podbiegając do dziewczyny pozbawionej przepaski. Zaskoczona przekrzywiła główkę, posyłając mu pytające spojrzenie. Przez chwilę nie pamiętała co się wcześniej stało, aż w końcu wszystko z powrotem wleciało jej do główki.
  - Idiotko! Nie strasz nas tak! Wiesz, że mogło ci się stać coś poważnego?! - Wrzeszczał, przytulając zdziwioną dziewczynę.
 Gdy się od niej odsunął, dopiero poczuła niemiłe szczypanie przy czole. Ze skrzywioną miną i delikatnymi łzami w oczach podniosła grzywkę, przyglądając się obitemu miejscu.
  - Tss... boli... - Syknęła, a ten przewrócił oczyma.
  - Oczywiście, że boli. Uderzyłaś o kij od grabi... do tego ze sporą siłą. - Westchnął, naklejając plaster na delikatnie zdrapane czoło.
  - Gdzie reszta? Która godzina? Który mamy dzień? A rok?! - Pisnęła przerażona, rozglądając się do okoła. Była w pokoju przydzielonym jej i paru innym koleżankom z klasy, w czym również Shince, Deko i Kumin.
  - Uspokój się. Nieprzytomna byłaś jakieś trzy godziny... dość sporo. Zastanawiałem się, czy lepiej nie zadzwonić po karetkę, ale zrezygnowałem. Jesteś silna, więc się z tego wylizałaś. I nie odniosłaś żadnych poważniejszych ran, czy coś. Tak właściwie, to już po kolacji, dziewczyny są w łaźni. Sensei przyniosła ci twoją porcję, na wszelki wypadek. Odpoczywaj, a ja później przyjdę. - Szepnął, cmokając ją w piekące czoło. Następnie podniósł się i najnormalniej w świecie wyszedł, po drodze rzucając swojej dziewczynie przepaskę, którą trzymał cały czas przy sobie.
  - Tsukume, co tak długo? - Spytał jeden z kolegów z klasy, podbiegając z trójką innych i, o dziwo, również Haruką.
  - Rikka się nie budziła, więc przy niej siedziałem. Tak czy siak, jestem... i chyba się wycofam. Rikki nie będzie, tak więc nie warto... - Zaczął lekko znudzony, spoglądając na swoje paznokcie, gdy z pokoju wyszła, niczym wywołany wilk z lasu, granatowowłosa. Zdziwiona piątka posłała jej pytające spojrzenie.
  - Nie chce mi się tam siedzieć, tak więc lecę dołączyć do dziewczyn do łaźni. - Odparła z uśmiechem i już jej nie było. Czerwony Yuuta przeniósł wzrok na całą paczkę.
  - To co z tym planem? - Spytał z wyszczerzem, a reszta się zaśmiała.
  - O co wam chodzi? Po co mnie tutaj ciągnęliście? - Mruknął Haru, unosząc jedną brew ku górze.
  - Robimy włam do żeńskiej łaźni. - Odparł Hikari, najniższy z nich wszystkich, trzymający aparat.
  - Odpadam. Sami zbierajcie baty od nauczycieli. Nara. - Rzucił, odwracając się na pięcie i już miał odejść, gdy...
  - Kumin jest z nimi. Serio chcesz przegapić taką okazję? - Spytał Yuuta z szatańskim uśmiechem. Szatyn oczywiście się zawahał, ostatecznie pozostając z chłopakami.
  - Niech wam będzie. Idę.
~*~
  - Wy... ścierwa ludzkie... jak... jak mogliście wpaść na TAKI pomysł?! Robactwa! Pasożyty! Niewyżyte świnie! Poobrywam wam łby, co do jednego! Poodcinam wszystkie kończyny i rzucę szczurom w ściekach na pożarcie! - Krzyk Shinki rozniósł się po korytarzach, gdy całą szóstką, w raz z Sensei Nibutani, Dekomori oraz ową brunetką, siedzieli w jednym z pokoi, gdyż to blondynka powstrzymała zmasowany atak na żeńską łaźnię, powalając wszystkich mopem. Następnie wezwała obie kobiety, cała roztrzęsiona z poddenerwowania. W końcu mogli zobaczyć jej Shinkę tak, jak Bóg ją stworzył.
  - Zawiodłam się na was, chłopcy. - Westchnęła Sensei, zarzucając grzywką. - Jeśli obiecacie, że to więcej się nie powtórzy i przeprosicie dziewczęta, które obecnie były w łaźni za zniewagę, dyrektorka się o tym nie dowie. A karę... cóż, tym zajmie się Nibutani. - Mruknęła Sensei, wskazując na Liderkę.
  - Czekaj... - Zaczął Yuuta, drapiąc się nerwowo w tył głowy. - Wy macie takie same nazwiska! - Wrzasnął przerażony, odskakując pod ścianę. Obie uniosły brew, krzyżując ręce pod biustem. Z resztą chłopcy, jak i Dekomori również spojrzeli na niego jak na idiotę.
  - Dopiero teraz się zorientowałeś? - Spytała zdziwiona blondynka, zarzucając kucykiem.
  - To moja ciocia, baka. - Mruknęła Shinka, mimowolnie się krzywiąc. "To dlatego obie wyglądają tak podobnie, gdy się wkurzają... i obie tak szybko się irytują... czyżby jakieś dziwne geny?" ~ to przeszło przez myśl Yuucie, który został skarcony przez wzrok nauczycielki. "Ona czyta mi w myślach?!"...
  - Potem, w raz z dziewczynami zastanowimy się nad stosowną karą. Na razie zostańcie tutaj do kolacji... dziewczyny z innych klas teraz poszły do łaźni, także, żeby sytuacja się nie powtórzyła, będę czatować przed drzwiami. Radzę nie używać żadnych sztuczek i grzecznie siedzieć. - Prychnęła Shinka, kierując się do wyjścia za dziewczynami.
  - Jak myślicie, jaki Nibutani ma rozmiar? - Spytał blondyn z ciekawością, przechylając głowę w bok.
  - Co?! - Pisnął Haruka tak zdziwiony, aż wstając z miejsca. No... takiego pytania się nie spodziewał.
  - Z tego co pamiętam... D... - Mruknął Yuuta, przybierając zamyślony wyraz twarzy.
  - Skąd wiesz? - Spytał najwyższy, przekrzywiając głowę w bok.
  - Przyjaźnię się z nią od podstawówki, więc trochę o niej wiem... - Wzruszył ramionami.
  - A Rikka? Ją znasz chyba od pierwszej liceum, nie? A jesteście już parą i wydajecie się być ze sobą bliscy... wiesz, jaki ona ma rozmiar biustu? - Spytał z ciekawością blondyn, z iskierkami w oczach.
  - Hmm... z ego co pamiętam to B... z resztą Dekomori tak samo. - Wzruszył ramionami.
  - Hyhyhy... trochę małe... - Zachichotał jeden z nich.
  - Pff... pod wieloma względami praktyczne. No i bez tego straciłyby swój urok. - Zauważył.
 - A... a Kumin? - Spytał cicho szatyn, spoglądając gdzieś w bok z tak czerwoną mordką, że nawet najdorodniejsza truskawka popadłaby w kompleksy.
  - C. - Rzucił z uśmiechem i w tym momencie do pokoju wbiegła Shinka i Kumin. Przerażeni myślą, iż słyszały to wszystko, chłopcy mimowolnie się cofnęli, przybierając pozy gotowe do obrony.
  - Yuuta... zabieramy cię. - Odkaszlnęła złotooka, spoglądając znacząco na bruneta. Dopiero w tym momencie zorientował się o co chodzi. Najpewniej kolejny atak demona. Poczuł mrowienie z dłoniach oraz zagłuszony ryk bestii, co jedynie potwierdziło jego obawy. Jak zwykle z resztą, spinka Shinki przy ataku demona zrobiła się cała czerwona oraz stała się cieplejsza. Dekomori najpewniej była już na miejscu walki.
  Yuuta przytaknął głową, podrywając się z miejsca. Ignorując pytania i narzekania na to, że życie Tsukume jest o wiele lepsze, Kumin, Shinka, Yuuta oraz Rikka, pędem ruszyli w stronę świątyni, którą rano sprzątali. Po jakiś niecałych czterech minutach drogi byli już na miejscu. A to wszystko dzięki możliwości szybszego poruszania się niż przeciętny człowiek. Na miejscu wszyscy zamarli jak na machnięcie zaczarowaną różdżką. A czemu? Bo zobaczyli Dekomori. Ledwo utrzymującą świadomość, leżącą pod drzewem. I Chitandę. Lewitowała ponad pięć metrów nad ziemią, unieruchamiając potwora niesamowicie długimi włosami, którymi go związała. Jej więzy zaciskały się mocniej i mocniej, a oczy zaczęły emanować fioletowym światłem. Do okoła wyrosły kwiaty, rozpylające pył, który w ręcz wyżerał skórę ryczącego potwora...