poniedziałek, 12 maja 2014

♥ Rozdział 10 ♥

  - Jesteśmy chimerami. - Odparła poważnym tonem czarnowłosa, z przeogromnymi rumieńcami na twarzy, siedząc po środku pokoju, w którym jeszcze wczorajszej i przedwczorajszej nocy spała w raz z żeńską grupką. Obecnie jednak byli tam również i Yuuta, oraz jej brat. Rodzeństwo poprosiło ich o obecność, by ogłosić to, o czym przed chwilą wspomniała Oreki. Gdyby powiedziała to w innych warunkach... pewnie cała grupka przyjaciół by się roześmiała, ignorując piętnastolatkę. Problem w tym, że to co wczoraj widzieli przerosło ich najśmielsze oczekiwania.
~...~
 Shinka stała z rozdziawioną na oścież buzią,
 Kumin zamiast wytworzyć barierę, cofnęła się do tyłu z szeroko otwartymi oczami, a Rikka, nawet po zabiciu już potwora i odzyskaniu przez Chitandę "normalnego" wyglądu, nie ruszyła się, by odesłać demona.
  - Uważaj! - Wrzasnął Yuuta, gdy demon uwolnił jedną z łap. Mimo wszystko brunet nie potrafił się ruszyć. Nawet, jeśli zagrażałoby to życiu Oreki... nie mógł zrobić nawet kroku. Jedynie był w stanie krzyknąć.
 Chitanda niemalże od razu uniosła prawą rękę do góry, jednym ruchem powalając demona za łapę. Im bardziej się wyrywał i ryczał, tym mocniej zaciskały się włosy dziewczyny. Po parunastu sekundach bestia przestała się ruszać, a na miejsce przybiegł zdyszany Haruka.
  - Chi~chan! - Wrzasnął wyczerpany, a jego młodsza siostra drgnęła, jakby odzyskując świadomość. Chwilę później już stała na ziemi, wtulona w swojego braciszka. - Ty idiotko... - Zaśmiał się, czochrając jej łeb. Następnie spojrzał na zszokowaną trójkę... czyli Shinkę, Rikkę i Yuutę. Kumin jedynie stała, uśmiechając się tak serdecznie, że to było aż straszne. Zerknął również na blondynkę, która przytaszczyła swoje ledwo żywe, poobijane zwłoki do przyjaciół.
  - Kim... wy... jesteście...? - Wysapała resztkami sił, po czym zemdlała. Cała paczka rzuciła się w jej stronę, a rodzeństwo uciekło.
~...~


  - Jak... to chimerami? - Spytał zaskoczony brunet, przeczesując palcami swoje włosy. 
 - Mieliśmy być "wybrańcami", zupełnie jak wy. Tyle, że nowszą, ulepszoną generacją... właściwie to nie różniliśmy się niczym od królików doświadczalnych. Nasz ojciec był magiem, przy czym również naukowcem w federalnej agencji "Klasy S". Ponieważ na jednym z zebrań liderów organizacji postanowiono, że powinno się zwalczać "ogień z ogniem", wszczepili nam DNA jednego z demonów. Wtedy zaczęły się różne mutacje, w efekcie tworząc z nas chimery. - Wyjaśniła czarnowłosa ze spuszczoną głową, zaciskając piąstki na spódniczce od swojego mundurka. Shinka nie zaprzestała pakowania swoich ubrań, Kumin nadal leżała na poduszce, a Rikka siedziała w tulona w swojego chłopaka z otępiałą miną.
  - I pozwolili wam ot tak latać po ulicach i uczęszczać do szkoły? - Spytała zdziwiona Liderka, podrywając się na równe nogi. Jedną rękę oparła o biodro, a brew poderwała się ku górze.
  - Oczywiście, że nie... - Westchnął Haruka, ciężko wzdychając. - My...
  - "... uciekliśmy". - Przerwała mu Kumin z delikatnym uśmiechem, a ten pobladł. - Przeprowadzone na nich eksperymenty miały miejsce w wieku siedmiu lat, gdy dopiero co zaczynali powoli dorastać. I trwały przez trzy lata, przez które wiele wycierpieli. Siedzieli zamknięci, odizolowani... codzienne wstrzykiwanie jakiś dziwnych substancji do żył, nagłe skoki, ataki paniki. Nabawili się klaustrofobii, a mimo to i tak raz na jakiś czas zamykano ich w ciasnych pomieszczeniach, gdzie kazali pokazać ich "specjalne zdolności". Ojca widzieli jedynie za szybą, a on nie był zainteresowany niczym więcej niż napisaniem godnego głównego naukowca raportu. W końcu wybuchł wielki pożar, podczas którego udało im się wymknąć. Większość naukowców zginęła. Organizacja na początku ich ścigała, acz po pewnym czasie stwierdziła, że dopóki nie użyjecie swoich "mocy", pozwolą wam prowadzić "normalne życie". - Dodała, a rodzeństwu szczena opadła. Z resztą, gdy cała reszta zauważyła ich reakcję, co graniczyło z tym, że szatynka miała rację, o mało oczy nie powypadały.
  - Skąd...? - Wyjąkali chórem, a ta uśmiechnęła się truimfalnie, podnosząc do siadu po turecku.
  - Zga~dy~wa~łam. - Przesylabizowała, machając palcem wskazującym w prawo i lewo.
  - Jesteś straszna. - Burknęła fioletooka, krzyżując ręce pod biustem. Mimo wszystko, chwilę przed wypowiedzeniem tego zdania, aż oczy jej się zaświeciły z podziwu dla szóstego zmysłu Kumin. No... bo przecież musiała go mieć. W innym wypadku nawet największy geniusz nie wiedziałby co się stało.
  - Najważniejsze, że już wszystko o was wiemy... - Odparła Dekomori z uśmiechem, pakując ostatnie ubrania. - A ty, leniu, do pakowania won! Za niecałe pół godziny wyjeżdżamy z pensjonatu. - Burknęła z wyrzutem, mrużąc oczy w stronę Kumin.
  - No... i tutaj leży problem. - Odparł Haru, z tak poważną, pokerową miną, że wszyscy obecni w pokoju aż się wzdrygnęli. - Chitanda użyła dzisiaj mocy. Nie wiemy, czy przez te wszystkie lata cały czas nas obserwowali i czy teraz też to robią, ale jeśli to prawda, mogą niedługo przysłać tutaj jakiś łowców, żeby znowu nas sprowadzić do laboratorium lub wyeliminować...
  - Obronimy was. - Odparła Rikka niemalże od razu, niesamowicie pewnym głosem.
  - Mówisz serio...? - Spytała czarnowłosa niepewnym głosem, przytulając się do swojego starszego brata.
  - Obiecuję na moją moc! - Odparła wstając i uderzając się pięścią w miejsce, gdzie znajdowało się serce.
  - A wy? - Spytał szatyn, przenosząc wzrok na Liderkę.
  - Ta idiotka obiecała. A my jesteśmy drużyną, która razem "tworzy jedność". - Zaśmiał się Yuuta, jedną ręką obejmując swoją dziewczynę, a drugą uderzając się w klatkę piersiową.
  - Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. - Dodała blondynka, również uderzając się w pierś.
  - Jednym zdaniem wpakowała nas w rolę ochroniarzy. - Zachichotała Kumin, powtarzając ich gest.
  - Brzmi to strasznie tandetnie, ale mają rację. Preferujemy zasadę, że gdy jedno z nas jest do czegoś zobowiązane, reszta go wspiera i pomaga. Także macie nasze słowo, że nic wam nie grozi. - Shinka uśmiechnęła się, robiąc to co reszta. Haruka jedynie się uśmiechnął, a jego młodsza siostra wpatrywała się w nich z wzrokiem nic nie rozumiejącego szczeniaka. Wcześniej była tylko ona i brat. Więź między nimi była zrozumiała, dzielili przecież razem sekret, byli spokrewnieni, mogli liczyć jedynie na siebie... więc czemu tamci byli ze sobą aż tak zżyci? Znali się od niecałych dwóch lat... każdy z nich miał również swoich znajomych, z którymi czasem spędzali czas... mieli różne majątki, mieszkali oddzielnie... każdy z nich miał inny charakter, zainteresowania... "Więc dlaczego są dla siebie tacy ważni? To się nazywa "przyjaźń"? O co w tym w ogóle chodzi?"...
   - Dzieciaki! Pospieszcie się, niedługo wyjeżdżamy! - Krzyk Sensei Nibutani rozległ się po pokoju, a wysoka kobieta wlazła do pokoju bez pukania, opierając się o framugę drzwi. - Szczególnie ty, Takanashi. Jak mi się przypomni co widziałam, gdy przyszłam do ciebie i Tsukume to aż mi się śmiać chce...
  - A co tam się stało? - Spytała zdziwiona Kumin, na co brunet ciężko westchnął.

  - Rikka... no cóż. Powiedzmy, że jeszcze nigdy nie była na tego typu wycieczce i... jej torby były większe niż ona sama. - Westchnął brunet, krzywiąc się.
  - Zaraz będziemy. - Odparli chórem z zamiarem dalszego pakowania się.
  - To dobrze. - Uśmiechnęła się, odwracając. Przed wyjściem jednak zatrzymała się na chwilę, nie odwracając. - Pamiętajcie. Gdybyście mieli jakieś wątpliwości, problemy... możecie się do mnie zgłosić i pytać o co chcecie. Jestem tu, żeby wam pomóc i wszystko wyjaśnić. Również wasza dwójka... wy wszyscy... jesteście wyjątkowi. Będę was wspierać. - Rzuciła, a po krótkiej chwili już jej nie było. Wszyscy zdziwieni spojrzeli po sobie, następnie wzruszając ramionami i znowu powracając do wcześniejszej roboty. Wszyscy oprócz Chitandy, która dalej wpatrywała się w miejsce, gdzie przed chwilą stała dwudziestosiedmioletnia nauczycielka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz