- Dlaczego musimy to robić? - Jęk Kurusu rozniósł się echem po lecie otaczającym świątynię. Shinka otarła zewnętrznym wierzchem dłoni spocone czoło, siadając na jednym z kamieni.
- Ktoś musiał sprzątnąć świątynię. Inni mają teraz zwykłe lekcje w pensjonacie, tak więc nie narzekaj. - Przewróciła oczyma, powracając do czyszczenia pomników. Rikka i Yuuta najpierw zamiatali, jednak w chwili, gdy cały kurz uniósł się w górę, brunet postanowił wykorzystać tę okazję do rozpoczęcia "ślepej wojny", polegającej na okładaniu się miotłami na oślep. Dekomori i Chitanda ścierały kurze i zdejmowały pajęczyny, a Kurusu... niby miała pomóc Shince w czyszczeniu pomników, jednak zamiast tego leżała rozwalona na ławce, narzekając.
- Tak w ogóle... co ona tutaj robi? - Spytała Deko, mrużąc oczy i głową wskazując w stronę młodszej siostry Orekiego.
- No... Sensei powiedziała, że potrzebujecie jeszcze jednej osoby, więc się zgłosiłam, by ominąć lekcje. - Zakłopotana czarnowłosa uśmiechnęła się, nie przerywając pracy.
Blondynka niepewnie przytaknęła, dokładnie ją lustrując.
Blondynka niepewnie przytaknęła, dokładnie ją lustrując.
- Przestańcie, idioci. - Poddenerwowana Liderka warknęła w stronę magów, delikatnie kaszląc. Za dużo kurzu jak na nią. Przestraszeni wykonali prośbę złotookiej, zabierając się za robotę, co jednak nie było takie proste i przyjemne, po mimo towarzystwa. Jakby na to nie spojrzeć, rozpoczęcie wiosny dawało się we znaki aż nadto. Słońce świeciło niemiłosiernie mocno, a przez to, iż było to dokładnie południe, można by ująć, iż grzało ich pełnią mocy. Wszyscy spoceni, wykończeni, a końca pracy nie widać. "Wszyscy zginiemy!" ~ takie oto rozpaczliwe myśli kołatały się w głowie Yuuty, opierającego się o ścianę świątyni.
- Kot. Trzeba mu pomóc. - Szepnęła Rikka, wgapiając swoje śliczne niebieskie oczęta w czarną, głośno miauczącą kulkę na gałęzi. Nim ktokolwiek zareagował, ta już biegła w stronę drzewa. Nie dobiegła jednak do niego przez pewien niefortunny wypadek. Tudzież stanęła na zębach grabi, dzięki czemu ich kij z niesamowitą siłą uderzył w czoło granatowowłosej. Ta chwilę stała, chwiejąc się na wszystkie strony świata, a gdy kotek zeskoczył z gałęzi na głowę dziewczyny, a następnie na ziemię i gdzieś uciekł, ta padła niczym trup. Nim zemdlała usłyszała jeszcze pisk pozostałej piątki, a potem... dziwne dzwonienie.
~*~
- Yuuta... - Granatowowłosa jęknęła, podnosząc się do siadu. Brunet poderwał się z poddenerwowaną miną, podbiegając do dziewczyny pozbawionej przepaski. Zaskoczona przekrzywiła główkę, posyłając mu pytające spojrzenie. Przez chwilę nie pamiętała co się wcześniej stało, aż w końcu wszystko z powrotem wleciało jej do główki.
- Idiotko! Nie strasz nas tak! Wiesz, że mogło ci się stać coś poważnego?! - Wrzeszczał, przytulając zdziwioną dziewczynę.
Gdy się od niej odsunął, dopiero poczuła niemiłe szczypanie przy czole. Ze skrzywioną miną i delikatnymi łzami w oczach podniosła grzywkę, przyglądając się obitemu miejscu.
Gdy się od niej odsunął, dopiero poczuła niemiłe szczypanie przy czole. Ze skrzywioną miną i delikatnymi łzami w oczach podniosła grzywkę, przyglądając się obitemu miejscu.
- Tss... boli... - Syknęła, a ten przewrócił oczyma.
- Oczywiście, że boli. Uderzyłaś o kij od grabi... do tego ze sporą siłą. - Westchnął, naklejając plaster na delikatnie zdrapane czoło.
- Gdzie reszta? Która godzina? Który mamy dzień? A rok?! - Pisnęła przerażona, rozglądając się do okoła. Była w pokoju przydzielonym jej i paru innym koleżankom z klasy, w czym również Shince, Deko i Kumin.
- Uspokój się. Nieprzytomna byłaś jakieś trzy godziny... dość sporo. Zastanawiałem się, czy lepiej nie zadzwonić po karetkę, ale zrezygnowałem. Jesteś silna, więc się z tego wylizałaś. I nie odniosłaś żadnych poważniejszych ran, czy coś. Tak właściwie, to już po kolacji, dziewczyny są w łaźni. Sensei przyniosła ci twoją porcję, na wszelki wypadek. Odpoczywaj, a ja później przyjdę. - Szepnął, cmokając ją w piekące czoło. Następnie podniósł się i najnormalniej w świecie wyszedł, po drodze rzucając swojej dziewczynie przepaskę, którą trzymał cały czas przy sobie.
- Tsukume, co tak długo? - Spytał jeden z kolegów z klasy, podbiegając z trójką innych i, o dziwo, również Haruką.
- Rikka się nie budziła, więc przy niej siedziałem. Tak czy siak, jestem... i chyba się wycofam. Rikki nie będzie, tak więc nie warto... - Zaczął lekko znudzony, spoglądając na swoje paznokcie, gdy z pokoju wyszła, niczym wywołany wilk z lasu, granatowowłosa. Zdziwiona piątka posłała jej pytające spojrzenie.
- Nie chce mi się tam siedzieć, tak więc lecę dołączyć do dziewczyn do łaźni. - Odparła z uśmiechem i już jej nie było. Czerwony Yuuta przeniósł wzrok na całą paczkę.
- To co z tym planem? - Spytał z wyszczerzem, a reszta się zaśmiała.
- O co wam chodzi? Po co mnie tutaj ciągnęliście? - Mruknął Haru, unosząc jedną brew ku górze.
- Robimy włam do żeńskiej łaźni. - Odparł Hikari, najniższy z nich wszystkich, trzymający aparat.
- Odpadam. Sami zbierajcie baty od nauczycieli. Nara. - Rzucił, odwracając się na pięcie i już miał odejść, gdy...
- Kumin jest z nimi. Serio chcesz przegapić taką okazję? - Spytał Yuuta z szatańskim uśmiechem. Szatyn oczywiście się zawahał, ostatecznie pozostając z chłopakami.
- Niech wam będzie. Idę.
~*~
- Wy... ścierwa ludzkie... jak... jak mogliście wpaść na TAKI pomysł?! Robactwa! Pasożyty! Niewyżyte świnie! Poobrywam wam łby, co do jednego! Poodcinam wszystkie kończyny i rzucę szczurom w ściekach na pożarcie! - Krzyk Shinki rozniósł się po korytarzach, gdy całą szóstką, w raz z Sensei Nibutani, Dekomori oraz ową brunetką, siedzieli w jednym z pokoi, gdyż to blondynka powstrzymała zmasowany atak na żeńską łaźnię, powalając wszystkich mopem. Następnie wezwała obie kobiety, cała roztrzęsiona z poddenerwowania. W końcu mogli zobaczyć jej Shinkę tak, jak Bóg ją stworzył.
- Zawiodłam się na was, chłopcy. - Westchnęła Sensei, zarzucając grzywką. - Jeśli obiecacie, że to więcej się nie powtórzy i przeprosicie dziewczęta, które obecnie były w łaźni za zniewagę, dyrektorka się o tym nie dowie. A karę... cóż, tym zajmie się Nibutani. - Mruknęła Sensei, wskazując na Liderkę.
- Czekaj... - Zaczął Yuuta, drapiąc się nerwowo w tył głowy. - Wy macie takie same nazwiska! - Wrzasnął przerażony, odskakując pod ścianę. Obie uniosły brew, krzyżując ręce pod biustem. Z resztą chłopcy, jak i Dekomori również spojrzeli na niego jak na idiotę.
- Dopiero teraz się zorientowałeś? - Spytała zdziwiona blondynka, zarzucając kucykiem.
- To moja ciocia, baka. - Mruknęła Shinka, mimowolnie się krzywiąc. "To dlatego obie wyglądają tak podobnie, gdy się wkurzają... i obie tak szybko się irytują... czyżby jakieś dziwne geny?" ~ to przeszło przez myśl Yuucie, który został skarcony przez wzrok nauczycielki. "Ona czyta mi w myślach?!"...
- Potem, w raz z dziewczynami zastanowimy się nad stosowną karą. Na razie zostańcie tutaj do kolacji... dziewczyny z innych klas teraz poszły do łaźni, także, żeby sytuacja się nie powtórzyła, będę czatować przed drzwiami. Radzę nie używać żadnych sztuczek i grzecznie siedzieć. - Prychnęła Shinka, kierując się do wyjścia za dziewczynami.
- Co?! - Pisnął Haruka tak zdziwiony, aż wstając z miejsca. No... takiego pytania się nie spodziewał.
- Z tego co pamiętam... D... - Mruknął Yuuta, przybierając zamyślony wyraz twarzy.
- Skąd wiesz? - Spytał najwyższy, przekrzywiając głowę w bok.
- Przyjaźnię się z nią od podstawówki, więc trochę o niej wiem... - Wzruszył ramionami.
- A Rikka? Ją znasz chyba od pierwszej liceum, nie? A jesteście już parą i wydajecie się być ze sobą bliscy... wiesz, jaki ona ma rozmiar biustu? - Spytał z ciekawością blondyn, z iskierkami w oczach.
- Hmm... z ego co pamiętam to B... z resztą Dekomori tak samo. - Wzruszył ramionami.
- Hyhyhy... trochę małe... - Zachichotał jeden z nich.
- Pff... pod wieloma względami praktyczne. No i bez tego straciłyby swój urok. - Zauważył.
- A... a Kumin? - Spytał cicho szatyn, spoglądając gdzieś w bok z tak czerwoną mordką, że nawet najdorodniejsza truskawka popadłaby w kompleksy.
- C. - Rzucił z uśmiechem i w tym momencie do pokoju wbiegła Shinka i Kumin. Przerażeni myślą, iż słyszały to wszystko, chłopcy mimowolnie się cofnęli, przybierając pozy gotowe do obrony.
- Yuuta... zabieramy cię. - Odkaszlnęła złotooka, spoglądając znacząco na bruneta. Dopiero w tym momencie zorientował się o co chodzi. Najpewniej kolejny atak demona. Poczuł mrowienie z dłoniach oraz zagłuszony ryk bestii, co jedynie potwierdziło jego obawy. Jak zwykle z resztą, spinka Shinki przy ataku demona zrobiła się cała czerwona oraz stała się cieplejsza. Dekomori najpewniej była już na miejscu walki.
Yuuta przytaknął głową, podrywając się z miejsca. Ignorując pytania i narzekania na to, że życie Tsukume jest o wiele lepsze, Kumin, Shinka, Yuuta oraz Rikka, pędem ruszyli w stronę świątyni, którą rano sprzątali. Po jakiś niecałych czterech minutach drogi byli już na miejscu. A to wszystko dzięki możliwości szybszego poruszania się niż przeciętny człowiek. Na miejscu wszyscy zamarli jak na machnięcie zaczarowaną różdżką. A czemu? Bo zobaczyli Dekomori. Ledwo utrzymującą świadomość, leżącą pod drzewem. I Chitandę. Lewitowała ponad pięć metrów nad ziemią, unieruchamiając potwora niesamowicie długimi włosami, którymi go związała. Jej więzy zaciskały się mocniej i mocniej, a oczy zaczęły emanować fioletowym światłem. Do okoła wyrosły kwiaty, rozpylające pył, który w ręcz wyżerał skórę ryczącego potwora...

.gif)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz