- Poczekajcie! - Krzyknęła Różowo oka, wyciągając rękę w stronę dalej biegnących przyjaciół.
- Kumin... ty nawet biegać nie umiesz! - Zaśmiał się Yuuta, nawet się nie odwracając.
- Przecież to tylko rozgrzewka. Biegamy od niecałych dziesięciu minut. - Prychnęła Shinka, delikatnie odbijając się od od boiska. W sumie to nawet nie biegli szybko...
- Ale rano też biegaliśmy! To... i tak... za dużo... - Jęknęła, po czym padła na kolana, ledwo żyjąc. Szatynka nigdy nie była dobra z wychowania fizycznego. W sportach była po prostu okropna, a z wf'u ledwo zdawała. Biegi, skoki, gry fizyczne to po prostu nie jej bajka, co Liderka za wszelką cenę chciała poprawić. Po niecałych 30 sekundach czwórka przyjaciół kucała już przy dziewczynie.
- Jesteś beznadziejna. - Mruknęła Rikka, delikatnie się uśmiechając.
- Mówisz jak Yuuta. - Dekomori zauważyła z rozbawieniem.
- Nie moja wina. - Burknęła, nadmuchując policzki. Reszta wybuchła śmiechem, gdyż w tym momencie niesamowicie przypominała im chomika. - Nie jestem silna, szybka i w ogóle. Do tego ta wczorajsza sprawa z nowymi uczniami... trochę mnie to rozprasza.
- Nie moja wina. - Burknęła, nadmuchując policzki. Reszta wybuchła śmiechem, gdyż w tym momencie niesamowicie przypominała im chomika. - Nie jestem silna, szybka i w ogóle. Do tego ta wczorajsza sprawa z nowymi uczniami... trochę mnie to rozprasza.
- Nie powiem, mnie też. - Westchnęła Dekomori, poprawiając kucyki.
- Mhm. Ale dobrze się złożyło, że chodzisz do klasy z tą całą... - Zaczęła Shinka, starając sobie przypomnieć jej imię, jednak jakoś jej to nie szło.
- Oreki Chitanda.
- Właśnie! Dzięki temu możemy obserwować ją i jej brata bez przeszkód. - Odparła, głaszcząc blondynkę po głowie, przez co ta spłonęła w czerwonych rumieńcach.
- Nie wyglądają na złych, tym bardziej niebezpiecznych. - Zauważyła Kumin, powstając z umarłych, a w jej ślady poszła cała reszta.
- Pozory mylą. - Prychnęła Rikka, marszcząc delikatnie brwi.
- Tak w ogóle, która godzina? - Spytała z zaciekawieniem, chcąc jak najszybciej zmienić temat.
- Dopiero piętnaście po trzeciej. - Odpowiedziała Złotooka, a Kurusu złapała się za głowę.
- Już?! Muszę lecieć do domu! - Pisnęła przerażona, biegnąc swoim mozolnym, krzywym krokiem w stronę szkoły.
- Ale dopiero zaczęliśmy! Zostały nam ponad dwie godziny! - Krzyknęła już nieźle wkurzona Liderka.
- Odrobię jutro! - Odkrzyknęła szatynka, wbiegając do środka, po drodze, przy drzwiach, spotykając nadzorującą wszystko Senpai.
- Hm? Już idziesz? - Spytała zdziwiona, a ta tylko bez słowa przytaknęła, w myślach przeklinając, że w sobotę będzie musiała trenować prawie pięć godzin. I to na boisku szkolnym! W szatni zauważyła czarnowłosą dziewczynę, siedzącą ze spuszczoną głową.
- Co tutaj robisz? - Spytała szatynka, zdejmując przepoconą bluzkę, gdy ta podskoczyła z cichym piskiem.
- Ja... eee... z~zgubiłam się... - Mruknęła zawstydzona, ciut przybitym tonem, a Kumin mimowolnie się zaśmiała, przypominając sobie taką samą sytuację z Dekomori jakieś dwa lata temu.
- Poczekaj chwilę, przebiorę się i zaprowadzę do wyjścia, ok? - Spytała, po czym wypiła ponad połowę litrowej butelki wody. Panienka Oreki spojrzała na nią z wdzięcznym wzrokiem, przytakując energicznie.
- Jestem Chitanda. - Przedstawiła się z szerokim uśmiechem.
- Kumin. Masz słodkie imię... mogę ci mówić Chi~chan? - Spytała z nadzieją, zakładając jasno-różowy sweterek i ciemną jeansową spódniczkę.
- Jasne! - Odparła z entuzjazmem, wyciągając w jej stronę rękę. Ta ją uścisnęła, znów czując delikatną woń wanilii, taki sam jak po wejściu Haruki. Po chwili obie stały już na dziedzińcu szkolnym.
- Odprowadzić cię? Dobrze znam tę okolicę, więc... - Zaczęła, jednak Oreki jej przerwała.
- Nie przejmuj się, mieszkam niedaleko i wiem, jak dojść! Dziękuję! - Kolejny uśmiech, po czym zniknęła za bramą wejściową na teren placówki.
Gdy Kumin wpatrywała się w nią, w kieszeni spódniczki za wibrował jej telefon. "Skarbie, kup jakieś ciastka, wieczorem będziemy mieć gości. Całuję. ~ Mama". Dziewczyna ciężko westchnęła, ruszając w stronę najbliższego marketu.
- Słodycze... pocky! O! Lody! Słone paluszki... precle, chipsy, czekoladki... ciastka... Żelki! Hmm... popcorn chyba też wezmę... - Mruczała sama do siebie, biorąc co trzeci produkt. Gdy już skończyła, zapłaciła, następnie opuszczając sklep. Problem w tym, że nie mogła unieść reklamówek, przez co zamiast iść z nimi normalnie, ciągnęła je po chodniku. Nie przeszła nawet dwóch metrów, gdy ciężko oklapła, przymykając oczy. "Nie dam rady... przeklinam los! I te wszystkie słodycze kuszące na półce..."
- Kurusu? - Usłyszała męski głos. Otworzyła oczęta niemalże błyskawicznie, a widząc Harukę, nowego ucznia z jej klasy, uśmiechnęła się delikatnie.
- Haru! - Pisnęła, rzucając mu się na szyję. - Proszę! Błagam na kolanach, pomóż mi z tym diabelstwem! - Załkała, jednak zdając sobie z czegoś sprawę, odsunęła się od niego z podejrzliwym wzrokiem. - Zaraz, zaraz... skąd wiesz jak się nazywam? - Spytała, krzyżując ręce pod biustem.
- Eee... to nie tak, że podsłuchiwałem... czy coś... - Nerwowo podrapał się w tył głowy. - Wczoraj rano pod szkołą twoi znajomi z tobą rozmawiali i tak jakoś usłyszałem. - Odparł niepewnie.
- A, rozumiem... choć... to dziwne, że cię nie zauważyłam. - Mruknęła zastanawiającym tonem.
- Widzisz, mało kto mnie zauważa. - Wyszczerzył się, łapiąc za reklamówki, które podniósł z ledwo widocznym wysiłkiem. - Gdzie mieszkasz? - Spytał, a ta pokazała mu, żeby poczekał. Pobiegła do marketu, podczas gdy przy Haruce w sekundę pojawiła się jego siostra.
- Masz nie tracić czujności, jasne? Nie możesz im ufać. Nie możesz nikomu ufać, ani się z nikim spoufalać, inaczej będzie po nas. - Odparła pewnym siebie tonem, a widząc wychodzącą już ze sklepu Kumin, zniknęła. Różowo oka podeszła do Haru, wkładając zszokowanemu chłopcu do ust niebieskiego loda. Sama zaś rozpakowała różowego, zaczynając go konsumować.
- To w ramach podziękowań. Jestem gumiżelkiem, więc... trudno mi nawet nosić torbę do szkoły. - Westchnęła smutnym tonem w podskokach ruszając przed siebie. Za nią podążył chłopak, już kończąc przysmak. Przez chwilę szli w ciszy, aż w końcu dziewczyna stanęła, przez co chłopak ją wyprzedził, następnie się zatrzymując. Gdy ta już otwierała buzię, spodziewał się, że spyta o to, skąd pochodzi, gdyż zdawał sobie sprawę, że wie już co nie co o nim i jego siostrze, jednak to, co powiedziała, całkiem go zamurowało. Oczy mu się zaświeciły.
- Jestem członkinią organizacji likwidującej potwory o nazwie Klasa S. Rząd wszystko utajnia, nie chcąc, by ludzi ogarnęła panika i tym podobne. Także nikt o nas nie wie, ani o tym, że naprawdę istnieje coś takiego jak demony, które są zrodzone z negatywnych emocji ludzkich. W raz z moimi znajomymi, tymi z przed szkoły, jesteśmy "wybrańcami". Tak nazywani są wyspecjalizowani... hmm... coś na styl żołnierzy. No, po za dwójką... oni są magami, jedno z nich potrafi wysyłać demony do pustki, innego wymiaru... tak jakby czarna dziura. Oboje potrafią używać prawdziwej magii, która jednak się od siebie różni. To magowie, elitarna grupa, wybierają członków, naznaczają ich, dzięki czemu możemy używać o wiele słabszej syntezy magii... no i przyzywać naczynia. Ja, w przeciwieństwie do reszty, nie walczę, a tworzę bariery, by zwykli ludzie nie mogli widzieć jak przyzywają bronie z innego wymiaru. Przywoływanie broni jest niezwykle wyczerpujące, po jakiś dwóch minutach bym zemdlała... do tego ktoś musi utrzymywać barierę. Ale o tym zapewne już wiesz. Shinka, ta złotooka jest naszą liderką, Rikka i Yuuta, ta z przepaską i chłopak są magami, a Dekomori... to Dekomori. Właścicielka naczynia. - Powiedziała, przenosząc wzrok na zachmurzone niebo w momencie, gdy ten kątem oka się jej przyglądał, następnie odwracając swoje ciało w stronę Kurusu. - Ups... zaraz będzie padać...
- Czemu mi to mówisz? - Spytał zdziwiony, marszcząc delikatnie brwi.
- Hmm? Żebyśmy przyspieszyli i nie zmokli... - Zaczęła, a ten przewrócił oczyma.
- Chodzi o tej całej organizacji... myślisz, że ci uwierzę? - Prychnął, spoglądając w lewo.
- Nie musisz mi wierzyć. Ważne, że wiesz o czym mówię... tak czy siak, chciałam cię jakoś zachęcić do powiedzenia mi trochę o sobie... chyba, że nie chcesz, to nie musisz nic mówić. - Wzruszyła ramionami.
- Skąd wiesz, że ja wiem o tym, co ty i twoi przyjaciele wiedzą? - Spytał, mrużąc oczy.
- Rikka wie, że nie jesteś człowiekiem. Ja i reszta też to wyczuliśmy. Do tego Takanashi widziała twoją aurę. Plus wanilia. - Uśmiechnęła się, obracając się do niego przodem, przez co szła tyłem.
- Wanilia?
- Mhm. Ty i twoja siostra pachniecie wanilią. Mamy bardziej wyczulony węch... widzisz, zwykli ludzie mają różne zapachy, jednak każdy jest podobny. Wasz natomiast całkowicie inny, nietypowy. - Wzruszyła ramionami.
- Czemu? Przecież nie wiesz, czy nie jestem niebezpieczny...
- Gdybyś miał zaatakować, wykorzystałbyś wiele okazji, a jednak tego nie zrobiłeś. Ani ty, ani Chi~chan. Nie mam nic do stracenia. - Odparła z uśmiechem, a po chwili już skrzywiona siedziała na chodniku.
- Nic ci nie jest? - Spytał niepewnie, pomagając jej wstać.
- No coś ty... żyję... chyba... - Zachichotała, stojąc tuż przed chłopakiem. Między ich twarzami nie było zbyt wielkiej odległości... jakieś niecałe dwa centymetry. Chłopak cały się zaczerwienił, a dziewczyna jedynie wpatrywała się w jego oczęta. Jego usta powoli zaczęły się zbliżać ku niej. Przestał myśleć, reagować na wszystko do okoła niego, nie licząc dziewczyny. Coś go... przyciągało... jego rozsądek wyparował.
- Braciszku? - Usłyszeli dziewczęcy, słodziutki głosik, który przywrócił mu zdolność myślenia.
- Chi~chan! - Pomachała jej Kumin, oddalając się o krok od chłopaka, jak gdyby nigdy nic. - Myślałam, że już zdołałaś wrócić do domu...
- Bo wróciłam! Tylko nie było braciszka... więc poszłam go szukać... - Odparła przybitym tonem, rzucając się Haruce na szyję.
- Rozumiem... jesteś taka urocza. - Zachichotała, spoglądając ukosem na Haru.
- Widzisz, twój braciszek chciał mi pomóc... mieszkam tuż za rogiem, więc zaraz wróci. Chcesz iść z nami? - Spytała się z ciekawością, ruszając skocznym krokiem przed siebie. Tak tylko coś od mruczała, podążając za nią wraz z brązowowłosym. Gdy byli już pod domem, matka Kumin zabrała zakupy. Różowo oka pożegnała się ze swoimi nowymi znajomymi, następnie wbiegając do pokoju i wyjmując komórkę, po drodze wykręcając numer do Shinki, która właśnie odpoczywała z resztą grupy na szkolnym boisku, jedząc lunch.
- Halo? - Szatynka usłyszała głos swojej przyjaciółki.
- Daj na głośnik. - Odparła poważnym tonem, a gdy złotooka wykonała jej polecenie, ta wzięła głęboki oddech, przymykając powieki. - Powiedziałam Orekiemu kim jesteśmy. - Powiedziała głośno i wyraźnie.
- Co?! - Wrzasnęli, nie wierząc w to, co przed chwilą usłyszeli.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz